Miesiąc: Sierpień 2020

Zakupowe hity część 1

Zakupowe hity część 1

Każdy z nas kiedyś kupił sprzęt, ubranie, buty, żywność które absolutnie nie zdały egzaminu jak i takie które okazały się mega hitem zakupowym lub czymś bez czego nie wyobrażamy sobie już życia. najczęściej są to sprzęty, które ułatwiają życie, skracają czas pracy lub po prostu bardzo szybko się je przyrządza.

Cykl naszych zakupowych hitów i kitów zacznę od tych pierwszych.

Jak wiadomo jesteśmy rodziną wielodzietną i jest wiele rzeczy, które ułatwia nam funkcjonowanie jedną z nich, a chyba najważniejszą którą posiadamy od około roku jest pralko-suszarka. Przed zakupem jakoś sobie radziliśmy z praniem. Jakoś to znaczy, że w zimie brudne ciuchy mi po prostu zalegały, bo najzwyczajniej w świecie nie miałam gdzie wywiesić czystych ubrań wyciągniętych z pralki. W naszym przypadku średnio robimy 2 prania dziennie.  Kiedy kupiliśmy suszarkę nasz problem się skończył  (prawie- bo czasem jak posprzątają spod łóżek to mam 4 pralki do zrobienia 😂), teraz włączam pranie z suszeniem i mam ciuchy gotowe do włożenia do szafy. Oczywiście jako, że to nasza pierwsza pralko-suszarka nie do końca wiedzieliśmy co brać dlatego już po pół roku używania mamy serwisanta co najmniej raz w miesiącu w domu (w części o kitach napiszemy co to za sprzęt i skąd ciągłe wizyty serwisanta, aczkolwiek nigdy nikomu nie polecę modelu który my posiadamy).

 

Kolejnym zakupem który okazał się strzałem w dziesiątkę była krajalnica. Ser, wędliny, pieczywo zawsze kupowaliśmy krojone co wiązało się z tym, że żywność szybciej schła. Często też zdarzało się, że pomimo prośby o cienko pokrojoną wędlinę (moje dzieciaki nie zjedzą grubego plastra szynki) była ona pokrojona w grube plastry, często byle jak. Jako, że moje dzieciaki nie zjedzą takiej wędliny była ona do wyrzucenia leżąc w lodówce i czekając aż Marcin wszystko zje (wiecie jak to jest- tata dojada 😂🙃). Teraz kroimy według własnych upodobań i naprawdę bardzo rzadko się zdarzy, że coś zostaje i trzeba wyrzucić.

 

Garnek z marmurową powłoką co prawda to nie zakup, a prezent sprzed dobrych kilku lat, ale jest mega uniwersalny i właściwie do wszystkiego używany. pieczemy w nim mięso, smażymy placki ziemniaczane i naleśniki, gotujemy rosół, dusimy mięso na gulasz, ostatnio robiliśmy w niż dżem. Sprawdza się też jako miska do wyrabiania ciasta. Cud nie garnek.

    

 

Nóż.

Kiedyś na promocji w jakimś markecie Marcin kupił duży nóż. Jest on niezniszczalny. Pokroi wszystko, a i w deskę wbije się jak żaden inny. Nóż ten jest marki no-name i nawet nie pamiętam gdzie był kupiony, ale żałuję że kupiliśmy wtedy tylko jeden.

 

Rolki.

Będąc nastolatką miałam rolki, uwielbiałam na nich jeździć. Najprawdopodobniej przekazałam w genach miłość do rolek mojej najstarszej córce. Wpierw jeździła na wrotkach, później gdzieś na promocji kupiłam jej rolki z prawdziwego zdarzenia. Nauczyła się w nich jeździć lepiej ode mnie. Ja sama miałam rolki z Decathlonu firmy OXELO i wiem, że są to naprawdę świetne rolki do jazdy dlatego na 10 urodziny dostała konkretne roki tej firmy plus cały zestaw ochraniaczy i kasku. Nigdy chyba nie zamienię rolek tej firmy na inne.

 

Gra: Mistrzowskie karty. Pytania i odpowiedzi- ciało człowieka, kosmos oraz zwierzęta pod ochroną.

Dzieciaki to uwielbiają. Jak jest tylko okazja to gramy. Fajna zabawa i nauka w jednym.

 

Dżem jabłkowo morelowy

Dżem jabłkowo morelowy

W ostatnich dniach zrobiliśmy na próbę dżem z jabłek i moreli. Wyszedł przepyszny, lekko kwaskawy (to nie tylko nasza opinia), a co najważniejsze bez zbędnych dodatków. Składniki naszego dżemu są tylko trzy- jabłka, morele i cukier. Poniższy przepis to ilość składników na około 7 słoików 300ml. Co do ilości cukru- tutaj można eksperymentować. My nie lubimy bardzo słodkich deserów. Wolimy te z nutą kwaskowatości, dlatego uważamy, że ilość cukru to kwestia indywidualna.

✅3 kg jabłek ( w naszym przypadku były to papierówki

✅0,5 kg moreli

✅0,4 kg cukru

 

Jabłka oraz morele kroimy w ćwiartki (pokrojone można ewentualnie lekko potraktować blenderem). Wrzucamy do rondla, zasypujemy szklanką cukru i dusimy na małym ogniu od czasu do czasu mieszając (pilnując by się nie przypaliło, nie przywarło do dna). Kiedy konsystencja  naszych owoców zacznie przypominać dżem (papka) zasypujemy szklanką cukru i gotujemy do czasu zagotowania się dżemu. Gotujący się dżem przekładamy (ostrożnie bo słoiki będą gorące od produktu) do słoików i zakręcamy.

Smacznego

Leczo

Leczo

Dziś przedstawiamy nasz przepis na leczo w ilości 6.0L garnka.
Składniki:
✅2 cukinie
✅6 sztuk papryki czerwonej
✅1 sztuka papryki żółtej*
✅1 sztuka papryki zielonej*
✅4 sztuki cebuli
✅10 sztuk pomidorów
✅1 sztuka ostrej papryczki(podłużna)
✅przyprawy:
➡ sól
➡pieprz
➡papryka słodka

*paprykę żółtą, zieloną spokojnie można zastąpić zwykłą czerwoną

Nie podaje ilości przypraw bo to jest sprawa indywidualna. Co kto lubi.
Całą paprykę kroję w kostkę, to samo robię z cukinią. Pokrojone wrzucamy do garnka, nalewamy wody (wystarczy tyle, żeby się nie przypaliło) i możemy włączyć. Cebulę kroimy w piórka, a pomidory w ćwiartki i dorzucamy do papryki.
Wsypujemy przyprawy i wszystko mieszamy. Zalewamy wodą, (ale pamiętamy, że warzywa także puszczą wodę). Następnie przykrywamy i gotujemy.
Ja gotuję do czasu gdy warzywa są mocno rozgotowane. W międzyczasie jeśli widzę, że jest zbyt wodniste podnoszę pokrywkę i gotuję bez przykrycia.
Na końcu jeśli kolor mi nie pasuje to wsypuje jeszcze troszkę papryki czerwonej w proszku. Czekam aż się zagotuje i gotowe.
Przepis banalny, dzieciom bardzo smakowało. Mam nadzieję, że wykorzystacie. Przygotowanie to około 20 minut by wszystko skroić, a później samo się gotuje.
Smacznego

 

Jak zaoszczędzić

Jak zaoszczędzić

Kilka dni temu wrzuciłam na Instagram zdjęcie dżemu własnej roboty z informacją, że to dobry sposób na oszczędności. Tego samego dnia zrobiłam także leczo do słoików. Większość produktów miałam swojskich, z ogródka mojej babci.
Jesteśmy rodziną 2 dorosłych i 4dzieci. Oczywistym jest, że chociażby na żywność wydajemy więcej niż osoba samotna czy rodzina z 1 czy 2 dzieci.
W tym poście chciałabym się z Wami podzielić kilkoma sposobami na oszczędności.

Przetwory

Moje dzieci w roku szkolnym na drugie śniadanie akceptują tylko bułkę z dżemem. Średnio jeden słoik schodzi w ciągu 2 dni. Koszt jednego dżemu w sklepie to około 5 zł. Tygodniowo za sam dżem musiałam zapłacić średnio 15 zł, miesięcznie daje to nam już kwotę 60 zł. Niby mało, aczkolwiek w dłuższej perspektywie- dajmy na to 9 miesięcy (rok szkolny) to już 540 zł, które można przeznaczyć na coś innego. Dżem własnej roboty (w moim przypadku, kiedy mam owoce z ogródka babci) to tylko koszt cukru.
Leczo. Swoje leczo zrobiłam z cukinii(od babci), pomidorów (od babci) dokupiłam w promocji paprykę i cebulę. Dodałam przyprawy. Kilka słoików dałam znajomemu, a kilka zostawiłam dla nas. Mam słoików na kilka obiadów.

Ogórki kiszone– tego akurat nie robię bo nie ma to jak te z piwnicy moich rodziców.

Soki do wody– moje dzieciaki potrafią pić czystą wodę, aczkolwiek najczęściej wybierają wodę z sokiem malinowym. Sok malinowy z Herbapolu to cena między 4-6 zł. Dzieciaki dużo piją więc sok szybko schodzi. W naszym przypadku lepiej zrobić własny sok do butelek (wychodzi taniej i zdrowiej- wiem dokładnie co się w nim znajduje, a zawartość cukru mogę dopasować sama). Owoce mam z ogródka babci. Fakt- od kiedy mieszkamy we Wrocławiu to rodzice robią soki- musiałabym jechać 300 km żeby zebrać owoce i zrobić sok.

Zamrażarka, a co za tym idzie zakupy.
U nas zamrażarka jest pełna właściwie cały czas. Jeśli widzę, że coś jest w naprawdę fajnej cenie to kupuje od razu podwójnie lub potrójnie. Najczęściej robię tak z mięsem. Jeśli widzę fajną promocje na schab lub skrzydełka to biorę od razu więcej i wkładam do zamrażarki. Ma to jeszcze jeden plus- tym bardziej w czasach korony, nie jeżdżę na zakupy codziennie.
Postępuje tak z mięsem oraz warzywami. Czasem w zamrażarce nie ma miejsca żeby zrobić lód (który jest wybawieniem w aktualnie towarzyszące nam upały- prognozę i inne ciekawe dane dotyczące pogody można znaleźć tutaj).
Kiedy robię gulasz zawsze wychodzi mi więcej. Robię to specjalnie- po co gotować trzy razy jedno i to samo skoro mogę połowę zamrozić, a drugą połowę ugotować od razu na dwa obiady- na drugi dzień gulasz zagęszczam robię do tego placki ziemniaczane i znów obiad gotowy.

Ubrania.
Kiedyś kupowałam ubrania w ciucholandach, ale od pewnego czasu tego nie robię. Nie lubię, nigdy nic nie potrafię wybrać, a zapach który czuć w takich sklepach skutecznie mnie zniechęca. W tym miesiącu okupiłam dzieciaki na wyprzedaży w Lidlu (np. koszulki za 3,99zl) oraz Reserved. Ogólnie uwielbiam zakupy on-line na wyprzedażach. Najczęściej kupuje w Lidlu, Reserved oraz H&M aczkolwiek tylko on-line bo stacjonarnie nienawidzę chodzić po sklepach. Dzieciaki z racji że jest ich czwórka część ubrań mają po sobie.

Buty.

Na butach właściwie nie oszczędzam. Owszem- jak są fajne promocje w Deichmann to korzystam, ale staram się nie dawać dzieciom używanych butów. Każdy z nich ma inną stopę, każdy człowiek inaczej stawia stopę więc but jest „wyrobiony” po chodzeniu danej osoby, a po za tym uważam, że jest to niehigieniczne nawet wśród rodzeństwa.

Słodycze.

Staramy się nie kupować dzieciom słodyczy. Najczęściej słodycze dostają od babci i dziadka lub w czasie świąt w prezentach. Oczywiście nie mam jakiejś alergii na słodycze i jeśli chcą coś słodkiego to jak najbardziej dostają, aczkolwiek nie zdarza się to tak często żebym mogła to nazwać problemem. Na słodycze wydajemy minimalne kwoty. Częściej zrobimy ciasto z owoców niż pójdziemy do sklepu żeby kupić batonika.

Zabawki.

Zabawki kupujemy od wielkiego dzwonu. Dzieciaki od początku dostają w prezentach książeczki, gry edukacyjne, zabawki więc nie widzimy potrzeby żeby dodatkowo kupować.

Chemia gospodarcza.

Kapsułki do prania, tabletki do zmywarki, domestos, mydła wszystko to kupujemy przez allegro szukając promocji. Proszek do prania u nas się nie sprawdza, a przy wielodzietnej rodziny często muszę zrobić dwa prania dziennie więc schodzi mi około 60 kapsułek co miesiąc. Takie zakupy robię raz na miesiąc.

Paliwo.

Na paliwo wydajemy sporo. Aktualnie ma to związek z pandemią. Staramy się nie korzystać z komunikacji zbiorowej więc Marcin jeździ do pracy samochodem. Tygodniowo na paliwo idzie około 50 zł.

 

Ten wpis jest pierwszym z cyklu oszczędnościowego. Niedługo pojawi się post o naszych zakupowych wpadkach, a także podsumowanie naszych miesięcznych wydatków.

Przepisy z wymienionych potraw i przetworów zamieścimy w najbliższym czasie na stronie.

 

 

 

10 lat minęło

10 lat minęło

 

Mija 10 lat odkąd zostałam mamą. To było 10 burzliwych lat które obfitowały w wiele zmian, nauk, błędów, sukcesów, miłości, trosk. To był czas kiedy przeszłam przemianę ze zbuntowanej nastolatki w… trochę mniej zbuntowaną kobietę. Piszę ten post kiedy dzieciaki jeszcze śpią. Jest 6:10 za maksymalnie godzinę znów będę słyszeć śmiechy i przekomarzania młodszej trójki- najstarsza pojechała na wakacje do moich rodziców. Każdy wieczór i poranek gdy wstanę wcześniej od nich doceniam podwójnie. Mam wtedy chwilę dla siebie w ciszy. Mogę bez nerwów popracować czy po prostu napić się kawy.

6 sierpnia 2010 roku o godzinie 7:30 zostałam mamą.

Pamiętam pierwsze dni w domu. Moi rodzice musieli przychodzić wieczorem żeby pomóc nam ją umyć. Kompletnie nie wiedzieliśmy jak się to robi (w szpitalu tak naprawdę nic nie pokazali, nic nie poradzili, zresztą nawet gdyby to zrobili sytuacja byłaby pewnie podobna). Magdalena ważyła niecałe 2,3 kg. Była chudziutka i bałam się, że zrobimy jej krzywdę. Przy Damianie- najmłodszym dziecku, pomimo że jest wcześniakiem, ważył jeszcze mniej bo niespełna 2,1 kg nie miałam już żadnych rozterek.

Co więcej- nie bawiłam się już w kupowanie wanienki do kąpieli. Ze spokojem, bezpiecznie można takie maleństwo umyć w wannie. Tak wiec- wanienka jak dla mnie to zbędny wydatek.

W 2012 roku zaczęłam nowy rozdział mojego życia który ciągnie się do dziś. Nigdy nie żałowałam wyboru, że z dnia na dzień spakowałam dzieci, siebie i odeszłam od byłego męża do Marcina. To była najlepsza dla mnie jak i dla dzieci decyzja jaką mogłam podjąć. (Chwilę wcześniej pisałam o ciszy i spokoju bo dzieci jeszcze śpią? No to informuję, że najmłodszy właśnie wstał 😉 ) Dzieci mają teraz ojca, a także dziadków ze strony taty z prawdziwego zdarzenia.

Przez te 10 lat wydarzyło się wiele. Kilka razy SOR z dziećmi, przeprowadzki, prace, ale także długi (z których na szczęście wychodzimy- jesteśmy na ostatniej prostej). W 2013 roku Magdalena miała wypadek. Na jasełkach w przedszkolu doznała oparzeń od ognia (jakiś inteligentny rodzic jednego z dzieci zapalił świeczki które były na stołach). Skrzydła, które młoda miała na sobie (grała aniołka) zajęły się ogniem.

Reasumując- wieczorem jechałam z córką karetką do szpitala, a tego samego dnia rano dowiedziałam się, że jestem w ciąży (to był jeden jedyny raz kiedy wymiotowałam w ciąży- każde ciążę znosiłam idealnie bez większych mdłości. Ten jeden raz najpewniej ze stresu wyplułam cały żołądek). Rzecz jasna to nie jedyny raz kiedy przy Magdalenie najadłam się strachu. Pierwszy poważny „wypadek” zdarzył się jak miała zaledwie kilka dni. Zachłysnęła się mlekiem. Wtedy moi rodzice byli u nas szybciej niż kiedykolwiek. Wyobraźcie sobie. Pierwsze, kilkudniowe dziecko które zaczyna się Wam dusić. Nie polecam. To chyba tyle z poważniejszych od otarcia kolan wypadków Magdaleny. Strachu najedliśmy się przy Danielowi kiedy wbił sobie do ucha… Zapałkę. Przebił wtedy błonę bębenkową i właściwie do dzisiejszego dnia ma problem z tym uchem. Dopiero kończymy leczenie. Daniel pomimo, że jest dzieckiem bardzo energicznym, nie spokojnym, nie umie usiedzieć w miejscu i szybko się denerwuje o dziwo nie miał poważniejszych przygód. Marianna za to co rok to SOR. Jak nie przegryzła szkła (szwy przy wardze i badania czy nie połknęła) tak spadła z sofy prosto na kant stołu ( można 100 razy powtarzać- nie skacz 🤷🏼‍♀️), że skończyło się szwami pod okiem i blizną która wbrew pozorom dodaje tej lobuziarze uroku. Damian za to urodził się jako wcześniak. U niego szpital i poradnie były przez pierwszy rok życia właściwie co miesiąc tym bardziej , że słabo przybierał na wadze i miał bardzo niskie żelazo. Kiedy wszystko się ustabilizowało okazało się, że młodego czeka operacja. Odbyła się z powodzeniem we wrześniu zeszłego roku, aczkolwiek stres jaki mi towarzyszył kiedy wzięli go już na salę(narkozę dostał na moich rękach- tuliłam go kiedy podawali zastrzyk) był chyba porównywalny ze strachem jaki przeżywałam jadąc z Magdaleną karetką. Oczywiście prócz strachu było też wiele chwil pełnych szczęścia i dumy. Pamiętam jak Magdalena delikatnie głaskała Daniela kiedy go zobaczyła (między nimi jest 11 miesięcy różnicy). Panika w oczach i pytanie „Mama, a ona cię nie zje?” gdy zobaczyła mnie w szpitalu jak karmię Mariannę piersią.

Nasze pierwsze wyjście na rolki/wrotki (teraz młoda śmiga lepiej niż ja kiedykolwiek). Uśmiech i zachwyt dzieciaków kiedy wzięłam je pierwszy raz nad morze. Wspaniale było oglądać ich twarze pełne radości. Mogłabym teraz napisać coś o pierwszej laurce jaką dostałam, ale każda jedna laurka, obrazek czy list którą robią dla nas jest piękna i za każdym razem towarzyszy mi uczucie podobne to tego, gdy dostałam ją po raz pierwszy.

Dzieciaki nauczyły mnie cierpliwości (chociaż żeby nie było, że jestem oaza spokoju. Co to, to nie. Potrafię wybuchnąć). Rodzicielstwo to nie ciągłe rzyganie tęczą i zachwyt nad swoimi dziećmi. Czasem zastanawiasz się dlaczego nie ma okna życia dla tych starszych. Czasem mam ochotę rzucić wszystko, wyjść i mieć po prostu święty spokój. Wychowanie dzieci nie polega na kierowaniu nimi, a towarzyszeniu im w ich własnej drodze. Magdalena podczas pseudo zdalnej nauki doszła do wniosku, że chce się uczyć w domu. Dzięki koronawirusowi dowiedziałyśmy się, że potrafimy świetnie słuchać się nawzajem. Wystarczyło wytłumaczyć trochę inaczej i dziecko zaczęło rozumieć. W szkole jest jeden nauczyciel na 20+ uczniów. Podczas realizacji materiału była ona sama i ja. Z tematami nie uciekaliśmy tak szybko jak szkoła. Na spokojnie omawialiśmy wszystko i do kolejnego tematu przechodziłyśmy dopiero gdy wszystko zrozumiała. Będę starała się załatwić w roku szkolnym 20/21 by Magdalena była w edukacji domowej. Zobaczymy co z tego będzie- trzymajcie kciuki, żeby dyrekcja szkoły wyraziła zgodę.

Podczas tych 10 lat macierzyństwa wiele się nauczyłam. To dzieci uczą nas cieszyć się z małych rzeczy, to dzięki dzieciakom stałam się odpowiedzialna. Co prawda nadal uczę się panować nad moją spontanicznością, aczkolwiek i dzieci i mąż są już przyzwyczajeni, że przemeblowania średnio raz na 3 miesiące robimy. Wyjeżdżamy czy to do domu czy na wakacje spontanicznie. Generalnie nie lubię planować, planowanie wydaje mi się nudne, a zarazem u nas w domu zazwyczaj planowo wychodzą tylko wizyty u lekarzy oraz finanse chociaż i z tym jest kiepsko bo w większości przypadków jeśli rozplanuje finanse tak, że wychodzi na to, że możemy oszczędzić w danym miesiącu to… coś się psuje.