Kategoria: Zakupy

Thermomix- pierwszy miesiąc

Thermomix- pierwszy miesiąc

Od 23.12.2020 mamy w domu Thermomix i korzystamy z niego właściwie cały czas. Wszystko z nim jest łatwiejsze, a co najważniejsze w końcu i mi ciasta wychodzą. Gdybyśmy wcześniej wiedzieli, że to tak świetny gadżet (tak- traktujemy to jak gadżet bo ukrywać nie będziemy, że i bez niego da się żyć i wszystko co z nim to i bez niego można zrobić) to nie czekalibyśmy miesiąca z podjęciem decyzji o jego zakupie.

Do dyspozycji mamy ponad 3 tysiące przepisów. Podczas używania go jesteśmy prowadzeni jak za rączkę. Wrzuć 100g truskawek (waży od razu więc widzimy na bieżąco ile już wrzuciliśmy) i dopiero po kliknięciu „dalej” mamy kolejną komendę itd itd. Czasem się śmiejemy, że thermomix to urządzenie dla opornych w kuchni. Nawet dziecko, które potrafi już czytać zrobi w nim wszystko.

Thermomix jest drogi, właściwie to ma się ochotę rzec, że jest w ch** drogi, ale jeśli mamy być szczerzy to są to chyba najlepiej wydane pieniądze w karierze naszego związku (na gadżety, zabawki).

Marcin do ostatniej chwili, Ba! Nawet jak już zajadał z niego zupę grzybową (którą zachwalał) podczas wigilii doszukiwał się jakiegoś „ale”. Niestety został pokonany, kiedy chciał zetrzeć na sos marchewkę i paprykę(żeby dzieciaki zjadły), a ja nie miałam ochoty bawić się tarką i zaprzyjaźnił się bliżej z urządzeniem.

 

 

Ugotowane/upieczone z pomocą urządzenia thermomix w ciągu miesiąca:

*barszcz

*grzybowa

*sałatka jarzynowa

*sernik królewski

*twarożek z warzywami

*sos marchewkowy

*likier toffiffee

*jajka

*babka piaskowa

*pierogi z kapustą i grzybami

*placki po węgiersku z gulaszem

*ciasteczka maślane

*fasolka po bretońsku (ale tego nie polecam bo wyszła po prostu zmielona papka)

*zupa ogórkowa

*budyń czekoladowy

*gorąca czekolada

*makaron zapiekany z serem,  kiełbasą i papryką

*likier jajeczny

*kawa po koreańsku

*ciasto na pizzę (lepszego ciasta na pizzę nie jedliśmy, jest idealne)

*szarlotka

*pstrąg na parze z warzywami

*i kilka innych

 

Urządzenia używam do gotowania ryżu, gotowania na parze, gotowania jajek. Jeśli robię coś w sposób tradycyjny to będzie to albo rosół, jakieś duszone w sosie mięso lub gulasz. Są potrawy do których się nie przekonam żeby zrobić je w Thermomixie- przede wszystkim rosół.

Thermomix z pewnością daje nam spore oszczędności i czasu i finansów. Z resztek zawsze coś na szybko wymyślę, a nie wyrzucę. Nie stoję nad deską żeby pokroić cebulę, zetrzeć buraki, jabłka czy cokolwiek innego. Niektórzy uważają, że to urządzenie nie jest dla rodziny wielodzietnej bo jest za małe. Ja wtedy pytam- to ile wy jecie? Zdarza się, że zupy zostaje, czasem jest idealnie na styk, ale nigdy dla nikogo nie brakło.

Grudzień 2020- 31 zł na dzień

Grudzień 2020- 31 zł na dzień

Kolejny miesiąc za nami więc przyszedł czas na podsumowanie. Jak wiadomo grudzień to jeden z cięższych miesięcy w roku ( w naszym osobistym zestawieniu zajmuje drugie miejsce, zaraz po wrześniu). Na ten miesiąc mieliśmy po opłaceniu rachunków po 31 zł na dzień.

Daje nam to: 

Na życie całość:            ~ 870 zł

Na życie tygodniowo:       217 zł  (67 zł więcej niż miesiąc wcześniej)

Na życie dziennie:             31 zł

Odłożone w miesiącu grudniu:    20 zł  

 

 

Czy było ciężko? Skłamałabym jeśli powiedziałabym, że nie, ale z pewnością było łatwiej niż w listopadzie. Pomimo dodatkowych wydatków mieliśmy 11 zł więcej na dzień niż poprzednio. 11 zł z każdego dnia w miesiącu daje nam 319 zł. Kwota 319 zł starczyła na ogarnięcie świąt. Prezenty były kupione wcześniej, część produktów spożywczych miałam w domu:

-suche kupione wcześniej

-wędzone oczywiście takie z prawdziwego wędzenia naszych rodziców

-margaryna, masło itp wyciągnięte z zamrażalnika także kupione wcześniej

 

Ważne. Święta trwają 3 dni- nie kupujmy, nie róbmy jedzenia jakby miał nastąpić koniec świata w ten sposób zaoszczędzimy sporo kasy.

 

Dużo mniej udało nam się odłożyć ponieważ kupiliśmy thermomix (na start zapłaciliśmy 890 zł właśnie z oszczędzonych pieniędzy, prezentów oraz z kwoty, którą według obliczeń mogliśmy odłożyć w grudniu). W związku z zakupem thermomixa od stycznia dochodzi nam rata 119 zł, której na szczęście w lutym już nie odczujemy ponieważ te 119 zł to będzie tylko 20% z tego co jeszcze w styczniu musimy zapłacić (w styczniu spłacamy do końca 2 inne zobowiązania, które miesięcznie pochłaniały około 600 zł).

Przyznając się musiałam od rodziców pożyczyć 50 zł (nie wzięliśmy pod uwagę, że Marcin tyle razy będzie musiał jechać w tym miesiącu do firmy przez co będzie trzeba dołożyć do paliwa).

Za kwotę 270 zł tygodniowo można już poszaleć 😂 Oczywiście zakupy robiliśmy przede wszystkim w Lidlu, gdzie z aplikacją mamy zniżki, a dodatkowo naliczają się także zniżki z kartą dużej rodziny co w skali miesiąca daje sporo oszczędności. Pieczywo kupujemy w Hercie (dobry chleb i bułki). Warzywa na rosół kupujemy w warzywniaku, a owoce, ziemniaki czy marchewki w Lidlu (jak dobrze pamiętam mamy tam właśnie na warzywa i owoce 10% rabatu z KDR).

Kapsułki do prania, domestos i tym podobne środki kupuję na allegro co miesiąc w jednym sklepie- mają świetne ceny.

Paliwo miało starczyć z naszego wyjazdu na początku grudnia do domu, niestety Marcin odwiedził firmę więcej razy niż było to brane pod uwagę. Jeden taki przejazd kosztuje go około 10 zł (plus minus), dodatkowo były też inne wyjazdy (do lekarza, czy do sklepu- w większości chodzimy na piechotę do sklepu, bo piekarnie i warzywniak mamy blisko, ale po większe zakupy do Lidla jeździmy samochodem). Tak więc na paliwo doszło 100 zł w tym miesiącu plus 50 zł, które pożyczyłam.

Dzieciaki w tym miesiącu miały pełen luz i właściwie jeśli któreś coś chciało, czy to puzzle czy książkę od razu było zamawiane… Tym sposobem paczkomat odwiedzaliśmy codziennie przez bite dwa tygodnie. Nie żałujemy tego bo dzieciaki korzystają z tego co zamówiły, bawią się, a puzzle układamy wszyscy razem.

Największa kwota w tym miesiącu została wydana jak poprzednio na owoce i warzywa- tygodniowo około 80 zł.

Kolejny wydatek to pieczywo- tygodniowo to 65 zł.

Środki czystości (pranie, zmywanie, sprzątanie, higiena)- tygodniowo jakieś 15 zł (część środków mam kupionych na promocjach)

Mięso- tygodniowo 50 zł (zamrażarkę mam jeszcze w połowie pełną)

Pozostała kwota została wydana na napoje, przekąski, twaróg (generalnie drobizna)

 

Miesiąc grudzień zamykamy z długiem w kwocie 50 zł.

 


 

W styczniu po opłaceniu wszystkich rat, zajęć dodatkowych, opłat za mieszkanie zostaje nam 39 zł na dzień.

 

Listopad 2020- 20 zł na dzień

Listopad 2020- 20 zł na dzień

Na początku muszę powiedzieć, że wcześniejsze miesiące były kończone ze stanem konta na minus 1000 zł i więcej- pożyczki od rodziny czy znajomych. W tę pożyczaną kwotę wchodziło „na życie” od około 25 dnia miesiąca do około 10 dnia kolejnego miesiąca, ale także inne opłaty. To tak jakbyśmy cały czas byli do tyłu z jakąś płatnością.

Listopad przyniósł nam jednak rozwiązanie którego nikt się nie spodziewał.

Dzięki temu za listopad jesteśmy na minusie „tylko” 380 zł które pożyczyłam od rodziny. Pomijając te 380 zł, które muszę oddać z funduszy na grudzień (chociaż 380 zł, a około 1500 zł to ogromna różnica) udało nam się zaoszczędzić kwotę 73,80 zł. Nie dużo, ale udało się. Jak? Każdego wieczora nie wykorzystaną kwotę, która była przeznaczona na ten dzień odkładałam. Czasem to było 2 zł, 0,30 gr, ale bywało i 7 zł. W połowie miesiąca miałam już odłożoną kwotę za którą mogłam wykupić swój lek ( 60 zł) w aptece. Czyli na dobrą sprawę ta odłożona kwota byłaby wyższa o 60 zł.

Dzięki kwocie którą udało mi się odłożyć mieliśmy pieniądze, które przeznaczyliśmy na paliwo w zeszły weekend kiedy musieliśmy pojechać do domu, bez dużego naginania budżetu w danym miesiącu (na paliwo musieliśmy dołożyć 150 zł  do tych prawie 80 zł, które udało się odłożyć).

Po opłaceniu mieszkania, rachunków, ubezpieczenia, rat, zajęć dodatkowych dzieci, oddaniu pożyczonych pieniędzy w październiku zostało nam na życie 600 zł z groszami. Od 16 listopada to było już 480 zł. Tygodniowo mieliśmy kwotę 150 zł.

 

Za 150 zł tygodniowo spokojnie, bez problemu da się przeżyć w 6 osobowej rodzinie. Od razu żeby sprawa była jasna. Około 50-60 zł w ciągu tego miesiąca poszło na przyjemności. Kto nigdy nie kupił czekolady, paluszków, coli czy czegokolwiek innego do domu, czy „bo dziecko” chciało- jest podejrzany 🙂 W kwocie 20 zł dziennie były kupowane owoce, chleb, warzywa, czasem masło, i inne bieżące potrzeby. Mięso w większości miałam zamrożone, ale na promocji na karkówkę, boczek, schab czy skrzydełka wydaliśmy około 70 zł (tylko tyle, bo mieliśmy jeszcze zapasy w zamrażarce). Większość z tych 20 zł szła na pieczywo i warzywa do obiadu oraz owoce.

 

Patrząc na listopad zastanawiam jakim cudem nigdy nie mogliśmy się zmieścić w kwocie jaką mieliśmy do dyspozycji. Odpowiedź jest prosta. Uzależniłam się od dodatkowych funduszy (które i tak musiałam oddać, ale jednak były w danym czasie) takie życie na kredyt, ale zamiast w banku to u znajomych, rodziny. Teraz już wiem, że było to kompletnie nie potrzebne. Oczywiście zawsze ciężko spłacić coś nie mając oszczędności i zaraz, w tym samym miesiącu znów nie pożyczyć. Szczęśliwie nam się udało i teraz wiem, że jeśli będę musiała pożyczyć od kogoś pieniądze to tylko w ostateczności.

 

Na grudzień odblokowało mi się 350 zł (spłacone do końca raty), które mogę przełożyć na zwiększenie innej płatności lub po prostu przyjemności.  Nie muszę oddawać nikomu ponad tysiąca złotych. Mogę skupić się na spłacie innych zobowiązań i tym sposobem w grudniu nasza kwota na dzień wzrasta. Nie jakoś dużo, ale zauważalnie.

Podsumowanie:

Na życie całość: 600zł

Na życie tygodniowo: 150 zł

Na życie dziennie: 20 zł

odłożone z kwoty 20 zł na dzień po miesiącu:    73,80 zł

 

Nie odczuliśmy żeby czegokolwiek nam brakowało. W międzyczasie kupiliśmy także klocki dla dzieciaków i inne drobiazgi.

 

Największa kwota została wydana na warzywa i owoce 150 zł, druga z kolei na pieczywo (chleby, bułki, pączki)- 110 zł (pieczenie bułek samemu wychodzi taniej 🙂 )

Listopad zaliczam do udanych miesięcy pod względem finansowym.

 

Nasze menu było różnorodne, niczego nam nie brakło. Mieliśmy także na drobne przyjemności oraz klocki dla dzieci. Nie kupowaliśmy najtańszego jedzenia, byle by przeżyć. Wolimy kupić po regularnej cenie, niż jeździć po sklepach w czasach pandemii tym bardziej, że da się żyć, jeść, sprzątać, odłożyć i mieć na drobne przyjemności dysponując kwotą 600-700 zł. Jedyne promocje jakie nas interesowały to te w Lidlu bo to właśnie tam robimy zakupy- bez zbędnego jeżdżenia po sklepach.

Nie trzeba sobie wszystkiego odmawiać, nie trzeba wybierać co kupić. Wystarczy umieć policzyć co się bardziej opłaca- jeżdżenie na promocje i dodatkowo tankowanie samochodu czy kupić kilka/kilkanaście groszy drożej, ale nie musieć tankować. Kupić za jednym zamachem w promocji więcej produktu czy jeździć co kilka dni po dany produkt raz w promocji, raz w przecenie, a innym razem w regularnej cenie.

 

Oczywiście z każdym miesiącem nasza kwota będzie się zwiększać (dopiero jakoś w czerwcu się ustabilizuje) i będziemy mieli większy luz w funduszach, ale już teraz po tym miesiącu śmiało mogę powiedzieć, że jak się chce to się da nie odczuwając tego.

W tym tygodniu wrzucimy post z naszym przykładowym menu tygodniowym.

Planujemy także zrobić listę zakupów świątecznych (święta spędzamy we Wrocławiu) wraz z kwotą jaką wydaliśmy i tu już wiem, że najdrożej bo 100 zł wyjdzie nas choinka.

 

 


W miesiącu grudniu po odłożeniu od razu 300 zł na święta, opłaceniu rachunków, zajęć dodatkowych, rat i oddaniu rodzicom zostaje nam już po 31  zł na dzień- czyli już o 11 zł więcej niż w listopadzie.

Jak poradziliśmy sobie w grudniu?

Ile udało nam się odłożyć?

Na co najwięcej wydawaliśmy?

Zakupowe kity część 2

Zakupowe kity część 2

W pierwszej części zakupowych kitów czyli Napijmy się- zakupowe kity część 1 pisaliśmy o:

  1. Pralko-suszarce.
  2. Sprzęcie komputerowym.
  3. Fotelikach samochodowych.
  4. Łóżku piętrowym.

Dziś napiszemy o 3 ostatnich rzeczach, które kupiliśmy i okazały się totalnym bublem lub były po prostu złe, niewymiarowe. Punkt drugi Was pewnie zadziwi, ale Klaudia tak już ma, że musi mieć wszystko idealnie dopasowane, wymiarowe.

  1. Zestaw do robienia paznokci (lampa, frezarka, lakiery i cała ta otoczka)

Pewnego dnia przyszła zima, deprecha, brak chęci na wyjście z domu (a tym bardziej do kosmetyczki- wszak trzeba z nią pogadać, a przynajmniej zamienić kilka słów), ogólne rozstrojenie nastroju i brak chęci na jakiekolwiek kontakty- problemem było wyjście chociażby do żabki 🤷‍♀️, no ale ładne paznokcie robi się dla siebie, nie dla innych- dlatego fajnie jak są zrobione nawet jeśli siedzi i zamula się w domu 🤦‍♀️😂 Jako małżeństwo, które ciągle na nowo scala przyjaźń wiemy co poprawia nam nastrój, czego potrzebujemy, co jest dla nas ważne. W tamtym momencie Marcin zrobił niespodziankę i kupił cały zestaw do robienia paznokci(znana firma, nie byle co, aczkolwiek nie profesjonalny sprzęt jak u kosmetyczki). Był to prezent idealny… do czasu gdy pomimo robienia wszystkiego krok po kroku, idealnie wg instrukcji lakier, całość stylizacji zaczęła odpadać po dwóch godzinach. Wpierw były ciągłe próby zrobienia na nowo. Podejść było kilka. Niestety wszystko kończyło się tak samo. Klaudia przeżyła taką samą sytuację po wyjściu od kosmetyczki kiedy lakier po jednym dniu po prostu zaczął się „odklejać”- pech, a może szczęście bo w końcu zrozumiała, że nie było jej winą, że lakier odpadał. Produkt danej firmy był po prostu o dupę rozbić, bo robiąc paznokcie u innej manicurzystki, na innych produktach(inna firma)- wszystko ładnie się trzymało przez bity miesiąc.  Lampa, frezarka, lakiery, maty, podkłady leżą w półce nie używane.

 

2. Niewymiarowe kieliszki do wódki.

Chyba każdy kiedyś w swoim życiu pił wódkę i wie, że z jednych kieliszków pije się lepiej, a z drugich gorzej. No cóż- my święci nie jesteśmy. Wychodzimy, spotykamy się ze znajomymi, obchodzimy urodziny, śluby i inne takie. Zdarza się, że na stół wjeżdża alkohol ( pamiętaj- jeśli macie pod opieką dzieci zawsze jedna osoba musi zostać kompletnie trzeźwa!!! Bezpieczeństwo dzieci jest najważniejsze! U nas jeśli Klaudia pije wino, to Marcin nawet piwa nie wypije danego wieczoru).  Wracając do kieliszków- był czas kiedy na stanie w domu nie mieliśmy ani jednej sztuki. W jakiejś promocji w końcu zakupiliśmy ten rodzaj szkła. Niestety- okazał się beznadziejny. Lejąc połowę kieliszka nie była to klasyczna ilość, lejąc pełny kieliszek- nie dało się chlupnąć na raz.  Z tego wszystkiego wyrzuciliśmy je. Pewnego razu znaleźliśmy w pudłach przeprowadzkowych jeden, jedyny idealny kieliszek…. Do dnia dzisiejszego mamy tylko ten jeden, jedyny, idealny kieliszek w domu.

 

  3.  Ciuchy

Wiecie jak to jest gdy coś się bardzo podoba, czujesz że po prostu musisz to mieć, ale nie ma twojego rozmiaru? Przecież jaki to problem? Kupię to i schudnę przecież. Będzie motywacja…. No właśnie- nie do końca. W naszej szafie jest wiele perełek, które sobie leżą i czekają na lepszy czas…. No dobra, bądźmy uczciwi ponad połowa szafy to takie ciuchy. Jakoś tak mamy, że podobają nam się ciuchy, których nie ma w naszym rozmiarze. W ten podpunkt możemy wrzucić jeszcze buty. Buty Klaudii. To jest kobieta, która nienawidzi chodzić na obcasach. Ma jedną parę kozaczków na wysokim obcasie które ubóstwia, chodzi w nich-co więcej prędzej zabiłaby się w adidasach niż w tych szpilkach. Jest jedno „ale”. W szafie ma kilka par innych w których nie chodzi, nigdy nawet nie założyła, ale przecież one są takie śliczne, idealne że muszą… zdobić szafkę.

 

 

Ten wpis jest wpisem kończącym na najbliższy rok cykl „Nasze zakupowe hity i kity”.

Jeśli macie swoje zakupowe hity bądź jeśli chcecie się pochwalić swoimi największymi zakupowymi wpadkami to zapraszamy do dyskusji w komentarzach 🙂

Zakupowe hity część 2

Zakupowe hity część 2

1. Trzykrotka

Rośliny domowe, na parapet w mieszkaniu u mnie kompletnie nie zdają egzaminu. Wszystko usycha. Dosłownie po miesiącu, dwóch moje piękne roślinki stają się po prostu badylami lub w doniczkach zostaje… sama ziemia 🤦‍♀️ W całej mojej karierze w hodowaniu roślin tylko jedna żyła ponad 4 lata w dodatku udało mi się ją rozmnożyć.

Trzykrotka. Kupiona w Auchanie. Piękna kula zwisających łodyg z liśćmi zielono fioletowymi. Przeżyła warunki górskie (zostawiona niechcąco na dworze, a tu nagle jak to w górach bywa we wrześniu/październiku zrobiło się chłodniej i oczywiście ni stąd ni zowąd w nocy przymrozek). Przeżyła. Postawiona nad grzejnikiem- przeżyła. Przeprowadzka 300 km, nowe miejsce- przeżyła. Nie podlewana miesiąc? Przeżyła. Umarła śmiercią powolną po kolejnej przeprowadzce kiedy to zapomniałam, że ją postawiłam u dzieci w pokoju i tak sobie tam walczyła o życie przez… od lutego do sierpnia. W lipcu kiedy ją zauważyłam miała jeszcze jedną ostatnią żywą łodygę. Niestety próba odratowania jej nie wyszła, aczkolwiek to roślina która wytrzymała ze mną prawie tak długo jak mój osobisty mąż (musiała mieć dużą cierpliwość). Żaden kaktus czy inne rośliny tyle ze mną nie dały rady. Jeśli znów kiedyś zachce mi się zielonego w domu to tylko i wyłącznie trzykrotka.

 

    2. Koce z Tesco

Pewnej zimy, przed świętami pojechaliśmy do Tesco na zakupy- wyprawa jak mało która bo… bez dzieci i na duże zakupy (w tamtych czasach nie zdarzało się to często ponieważ ja bez prawka, Marcin pracujący jako technik/serwisant często w domu bywał bardzo późno, a mieszkaliśmy prawie tam gdzie diabeł mówi dobranoc, dodatkowo jaka to przyjemność zakupy z dziećmi?).  Wracając do meritum. Okazało się, że w Tesco są PROMOCJE przedświąteczne- no jak nie skorzystać? Tym sposobem wynalazłam koc, a właściwie koce. Przecenione z 60 zł na 20 zł. Duże, mięciutkie w kolorze brązowym, czerwonym i pomarańczowym (w późniejszym czasie były także białe, ale białe szybko się brudzi i w ogóle nie lubię tego koloru, to nie jest kolor który sprawdza się przy małych dzieciach). Wtedy za pierwszym razem kupiłam dwa koce. W późniejszym czasie dokupiłam jeszcze dwa, a kilka kupiłam jako prezenty. Koce mają już prawie 6 lat i do dziś nam służą. Dzieciaki często zamiast pod kołdrą śpią pod kocami. Wieczorami kiedy siedzimy z Marcinem korzystamy z tych koców. Kładziemy na krzesło przed komputerem bo są mięciutkie (tak- pisząc to moje cztery litery stykają się właśnie z tym mięciutkim pluszem). Najmłodszy od początku przy tych kocach teraz bez niech ciężko mu zasnąć. Koce te są dobre na każdą chwilę. Otulają w chłodne dni, usypiają dzieci.

 

3. Różowy polar i czapka

Jak pewnie wszyscy wiecie są takie ciuchy, które po prostu się uwielbia i nosi choćby nie pasowało do sytuacji. Tak właśnie było z moim polarem. Był idealny do siedzenia wieczorem, do założenia rano kiedy w domu pizgało bo w nocy w piecu zgasło, do ubrania go na siebie kiedy przy -20°C było trzeba pójść rozpalić/dołożyć do pieca. Kiedy było trzeba do sklepu jechać, ale po co kurtkę zakładać do samochodu. Kiedy umierało się przy zapaleniu płuc, ale do pieca trzeba było chodzić. Kupiłam go w chińskim markecie za 30 zł, służył mi nieprzerwanie przez 3 lata. Wyrzuciłam go z ciężkim sercem dopiero gdy zamek już nie działał, a rękawy nabrały kolorów takich, że choćbym codziennie prała to wyglądały jakby ciuch nigdy nie widział wody i proszku czyli przed przeprowadzką do Wrocławia. Myśląc o nim robi mi się ciepło na sercu- to ile ten polar widział, ile ze mną przeżył… Ach…

Czapka. Jedyna którą akceptuję (ta zdjęcia wyżej) kupiona za grosze kilka lat temu, służąca mi z powodzeniem zimą w górach, zimą w Warszawie, zimą nad morzem, a także zimą we Wrocławiu. W zeszłym roku Magdalena sobie ją przywłaszczyła, a ja zostałam bez czapki- dosłownie. Innej nie założę i koniec.

 

Napijmy się- zakupowe kity część 1

Napijmy się- zakupowe kity część 1

Niedawno opublikowaliśmy wpis o naszych zakupowych hitach w którym pisaliśmy o rzeczach, które bardzo ułatwiły i usprawniły nam życie rodzinne. Niniejszy wpis będzie przeciwieństwem tamtego. W tym wpisie dowiecie się co okazało się totalnym fiaskiem zakupowym.

  1. Podczas pisania postu o zakupowych hitach napisaliśmy o pralko-suszarce jako hicie, aczkolwiek zaznaczyliśmy, że hitem jest sam fakt posiadania tego sprzętu, a nie dany sprzęt który aktualnie posiadamy. Niestety była to nasza pierwsza pralko-suszarka, niezbyt wiedzieliśmy czym się kierować i kupiliśmy sprzęt marki Beko, co było błędem który będziemy sobie wyrzucać jeszcze przez długie lata. Niestety dany model nie posiada jakiejś osłonki która chroniłaby grzałkę przed łapaniem kurzu, „śmiatków” przez co grzałka nie grzeje tak jak powinna i średnio raz na miesiąc mamy serwisanta, który czyści sprzęt bądź wymienia grzałkę- duży plus, że zawsze przy droższych sprzętach inwestujemy także w ubezpieczenie. Teraz już wiemy na co zwracać uwagę kiedy nasza pralko-suszarka wyzionie ducha i będziemy rozglądać się za nową.
  2. Jako, że Marcin jest takim typowym graczem ( World of Warcraft, World of  Tanks, Battlefield czy Countre-Strike itd), a ja także lubię się zrelaksować i pograć z mężem potrzebujemy dobrego sprzętu komputerowego. Nasze klawiatury, myszki są mocno eksploatowane dlatego zazwyczaj przy kupnie patrzymy na ich jakość, ale… Kiedy myszka się popsuje, hajsu nie ma a wieczorem rajd trzeba kupić coś na szybko. Tym sposobem kupiliśmy raz cały zestaw- słuchawki, myszka oraz klawiatura- wytrzymały niecały tydzień i to nie jest tak, że jak boss nie padnie albo nasz czołg zostanie zniszczony rzucamy sprzętem o ścianę, co to to nie. Słabej jakości produkty w zestawach są zazwyczaj w zajebistych cenach o czym przekonaliśmy się już niejednokrotnie i teraz jeśli inwestujemy w myszkę, klawiaturę lub słuchawki to wybieramy te lepszej jakości.
  3. Foteliki samochodowe to temat rzeka. My już wiemy, że żeby kupić dobrej jakości, bezpieczny, dopasowany do dziecka jak i do samochodu fotelik trzeba udać się do 8 gwiazdek Przyznajemy się bez bicia, że na początku nasze dzieciaki jeździły w byle szajsie z marketu lub na tak zwanych poddupnikach- wynikało to z naszej niewiedzy. Do kitów zaliczamy wszelkie gówniane foteliki z marketów, które kupiliśmy naszym dzieciom. Teraz oczywistym jest, że dzieciaki mają porządne foteliki i na takich dobrej jakości, bezpiecznych będą jeździć jeszcze długi czas.

4. Kolejna nasza zakupowa wpadka to łózko piętrowe kupione poprzez OLX. Nie powiem, łóżko po odnowieniu do dziś się świetnie sprawuje, ale przez długi czas za każdym razem jak weszłam   do pokoju dzieci zastanawiałam się czy jakiś sąsiad pali pod oknem czy o co chodzi. Po dłuższym czasie zorientowaliśmy się, że to łóżko jest tak mocno nasiąknięte dymem tytoniowym, że wystarczy na 15 minut zamknąć drzwi do pokoju i jak się wejdzie to po protu w pokoju śmierdzi papierosami.

 

Zakupowe hity część 1

Zakupowe hity część 1

Każdy z nas kiedyś kupił sprzęt, ubranie, buty, żywność które absolutnie nie zdały egzaminu jak i takie które okazały się mega hitem zakupowym lub czymś bez czego nie wyobrażamy sobie już życia. najczęściej są to sprzęty, które ułatwiają życie, skracają czas pracy lub po prostu bardzo szybko się je przyrządza.

Cykl naszych zakupowych hitów i kitów zacznę od tych pierwszych.

Jak wiadomo jesteśmy rodziną wielodzietną i jest wiele rzeczy, które ułatwia nam funkcjonowanie jedną z nich, a chyba najważniejszą którą posiadamy od około roku jest pralko-suszarka. Przed zakupem jakoś sobie radziliśmy z praniem. Jakoś to znaczy, że w zimie brudne ciuchy mi po prostu zalegały, bo najzwyczajniej w świecie nie miałam gdzie wywiesić czystych ubrań wyciągniętych z pralki. W naszym przypadku średnio robimy 2 prania dziennie.  Kiedy kupiliśmy suszarkę nasz problem się skończył  (prawie- bo czasem jak posprzątają spod łóżek to mam 4 pralki do zrobienia 😂), teraz włączam pranie z suszeniem i mam ciuchy gotowe do włożenia do szafy. Oczywiście jako, że to nasza pierwsza pralko-suszarka nie do końca wiedzieliśmy co brać dlatego już po pół roku używania mamy serwisanta co najmniej raz w miesiącu w domu (w części o kitach napiszemy co to za sprzęt i skąd ciągłe wizyty serwisanta, aczkolwiek nigdy nikomu nie polecę modelu który my posiadamy).

 

Kolejnym zakupem który okazał się strzałem w dziesiątkę była krajalnica. Ser, wędliny, pieczywo zawsze kupowaliśmy krojone co wiązało się z tym, że żywność szybciej schła. Często też zdarzało się, że pomimo prośby o cienko pokrojoną wędlinę (moje dzieciaki nie zjedzą grubego plastra szynki) była ona pokrojona w grube plastry, często byle jak. Jako, że moje dzieciaki nie zjedzą takiej wędliny była ona do wyrzucenia leżąc w lodówce i czekając aż Marcin wszystko zje (wiecie jak to jest- tata dojada 😂🙃). Teraz kroimy według własnych upodobań i naprawdę bardzo rzadko się zdarzy, że coś zostaje i trzeba wyrzucić.

 

Garnek z marmurową powłoką co prawda to nie zakup, a prezent sprzed dobrych kilku lat, ale jest mega uniwersalny i właściwie do wszystkiego używany. pieczemy w nim mięso, smażymy placki ziemniaczane i naleśniki, gotujemy rosół, dusimy mięso na gulasz, ostatnio robiliśmy w niż dżem. Sprawdza się też jako miska do wyrabiania ciasta. Cud nie garnek.

    

 

Nóż.

Kiedyś na promocji w jakimś markecie Marcin kupił duży nóż. Jest on niezniszczalny. Pokroi wszystko, a i w deskę wbije się jak żaden inny. Nóż ten jest marki no-name i nawet nie pamiętam gdzie był kupiony, ale żałuję że kupiliśmy wtedy tylko jeden.

 

Rolki.

Będąc nastolatką miałam rolki, uwielbiałam na nich jeździć. Najprawdopodobniej przekazałam w genach miłość do rolek mojej najstarszej córce. Wpierw jeździła na wrotkach, później gdzieś na promocji kupiłam jej rolki z prawdziwego zdarzenia. Nauczyła się w nich jeździć lepiej ode mnie. Ja sama miałam rolki z Decathlonu firmy OXELO i wiem, że są to naprawdę świetne rolki do jazdy dlatego na 10 urodziny dostała konkretne roki tej firmy plus cały zestaw ochraniaczy i kasku. Nigdy chyba nie zamienię rolek tej firmy na inne.

 

Gra: Mistrzowskie karty. Pytania i odpowiedzi- ciało człowieka, kosmos oraz zwierzęta pod ochroną.

Dzieciaki to uwielbiają. Jak jest tylko okazja to gramy. Fajna zabawa i nauka w jednym.