Listopad 2020- 20 zł na dzień

Listopad 2020- 20 zł na dzień

Na początku muszę powiedzieć, że wcześniejsze miesiące były kończone ze stanem konta na minus 1000 zł i więcej- pożyczki od rodziny czy znajomych. W tę pożyczaną kwotę wchodziło „na życie” od około 25 dnia miesiąca do około 10 dnia kolejnego miesiąca, ale także inne opłaty. To tak jakbyśmy cały czas byli do tyłu z jakąś płatnością.

Listopad przyniósł nam jednak rozwiązanie którego nikt się nie spodziewał.

Dzięki temu za listopad jesteśmy na minusie „tylko” 380 zł które pożyczyłam od rodziny. Pomijając te 380 zł, które muszę oddać z funduszy na grudzień (chociaż 380 zł, a około 1500 zł to ogromna różnica) udało nam się zaoszczędzić kwotę 73,80 zł. Nie dużo, ale udało się. Jak? Każdego wieczora nie wykorzystaną kwotę, która była przeznaczona na ten dzień odkładałam. Czasem to było 2 zł, 0,30 gr, ale bywało i 7 zł. W połowie miesiąca miałam już odłożoną kwotę za którą mogłam wykupić swój lek ( 60 zł) w aptece. Czyli na dobrą sprawę ta odłożona kwota byłaby wyższa o 60 zł.

Dzięki kwocie którą udało mi się odłożyć mieliśmy pieniądze, które przeznaczyliśmy na paliwo w zeszły weekend kiedy musieliśmy pojechać do domu, bez dużego naginania budżetu w danym miesiącu (na paliwo musieliśmy dołożyć 150 zł  do tych prawie 80 zł, które udało się odłożyć).

Po opłaceniu mieszkania, rachunków, ubezpieczenia, rat, zajęć dodatkowych dzieci, oddaniu pożyczonych pieniędzy w październiku zostało nam na życie 600 zł z groszami. Od 16 listopada to było już 480 zł. Tygodniowo mieliśmy kwotę 150 zł.

 

Za 150 zł tygodniowo spokojnie, bez problemu da się przeżyć w 6 osobowej rodzinie. Od razu żeby sprawa była jasna. Około 50-60 zł w ciągu tego miesiąca poszło na przyjemności. Kto nigdy nie kupił czekolady, paluszków, coli czy czegokolwiek innego do domu, czy „bo dziecko” chciało- jest podejrzany 🙂 W kwocie 20 zł dziennie były kupowane owoce, chleb, warzywa, czasem masło, i inne bieżące potrzeby. Mięso w większości miałam zamrożone, ale na promocji na karkówkę, boczek, schab czy skrzydełka wydaliśmy około 70 zł (tylko tyle, bo mieliśmy jeszcze zapasy w zamrażarce). Większość z tych 20 zł szła na pieczywo i warzywa do obiadu oraz owoce.

 

Patrząc na listopad zastanawiam jakim cudem nigdy nie mogliśmy się zmieścić w kwocie jaką mieliśmy do dyspozycji. Odpowiedź jest prosta. Uzależniłam się od dodatkowych funduszy (które i tak musiałam oddać, ale jednak były w danym czasie) takie życie na kredyt, ale zamiast w banku to u znajomych, rodziny. Teraz już wiem, że było to kompletnie nie potrzebne. Oczywiście zawsze ciężko spłacić coś nie mając oszczędności i zaraz, w tym samym miesiącu znów nie pożyczyć. Szczęśliwie nam się udało i teraz wiem, że jeśli będę musiała pożyczyć od kogoś pieniądze to tylko w ostateczności.

 

Na grudzień odblokowało mi się 350 zł (spłacone do końca raty), które mogę przełożyć na zwiększenie innej płatności lub po prostu przyjemności.  Nie muszę oddawać nikomu ponad tysiąca złotych. Mogę skupić się na spłacie innych zobowiązań i tym sposobem w grudniu nasza kwota na dzień wzrasta. Nie jakoś dużo, ale zauważalnie.

Podsumowanie:

Na życie całość: 600zł

Na życie tygodniowo: 150 zł

Na życie dziennie: 20 zł

odłożone z kwoty 20 zł na dzień po miesiącu:    73,80 zł

 

Nie odczuliśmy żeby czegokolwiek nam brakowało. W międzyczasie kupiliśmy także klocki dla dzieciaków i inne drobiazgi.

 

Największa kwota została wydana na warzywa i owoce 150 zł, druga z kolei na pieczywo (chleby, bułki, pączki)- 110 zł (pieczenie bułek samemu wychodzi taniej 🙂 )

Listopad zaliczam do udanych miesięcy pod względem finansowym.

 

Nasze menu było różnorodne, niczego nam nie brakło. Mieliśmy także na drobne przyjemności oraz klocki dla dzieci. Nie kupowaliśmy najtańszego jedzenia, byle by przeżyć. Wolimy kupić po regularnej cenie, niż jeździć po sklepach w czasach pandemii tym bardziej, że da się żyć, jeść, sprzątać, odłożyć i mieć na drobne przyjemności dysponując kwotą 600-700 zł. Jedyne promocje jakie nas interesowały to te w Lidlu bo to właśnie tam robimy zakupy- bez zbędnego jeżdżenia po sklepach.

Nie trzeba sobie wszystkiego odmawiać, nie trzeba wybierać co kupić. Wystarczy umieć policzyć co się bardziej opłaca- jeżdżenie na promocje i dodatkowo tankowanie samochodu czy kupić kilka/kilkanaście groszy drożej, ale nie musieć tankować. Kupić za jednym zamachem w promocji więcej produktu czy jeździć co kilka dni po dany produkt raz w promocji, raz w przecenie, a innym razem w regularnej cenie.

 

Oczywiście z każdym miesiącem nasza kwota będzie się zwiększać (dopiero jakoś w czerwcu się ustabilizuje) i będziemy mieli większy luz w funduszach, ale już teraz po tym miesiącu śmiało mogę powiedzieć, że jak się chce to się da nie odczuwając tego.

W tym tygodniu wrzucimy post z naszym przykładowym menu tygodniowym.

Planujemy także zrobić listę zakupów świątecznych (święta spędzamy we Wrocławiu) wraz z kwotą jaką wydaliśmy i tu już wiem, że najdrożej bo 100 zł wyjdzie nas choinka.

 

 


W miesiącu grudniu po odłożeniu od razu 300 zł na święta, opłaceniu rachunków, zajęć dodatkowych, rat i oddaniu rodzicom zostaje nam już po 31  zł na dzień- czyli już o 11 zł więcej niż w listopadzie.

Jak poradziliśmy sobie w grudniu?

Ile udało nam się odłożyć?

Na co najwięcej wydawaliśmy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *