Nowy rok szkolny w czasach Covid19- dwa tygodnie minęły.

Nowy rok szkolny w czasach Covid19- dwa tygodnie minęły.

Szkoła

Organizacja w naszej szkole w czasie Covid19 jest chyba podobna jak we wszystkich placówkach. Na wejściu dzieci dezynfekują dłonie. Rodzice nie są wpuszczani do szkoły chyba, że w sprawie jakichś załatwień (w takiej sytuacji byłam ja 1 września). Rodzice niestety żyją chyba w jakieś mydlanej bańce bo to, ile osób w  grupach, bez zachowania jakiejkolwiek odległości rozmawiało i czekało na dzieci pod szkołą było nie do przyjęcia.  Wracając do samej szkoły. Plus za dezynfekcję na wejściu. Minus dla jednej z pracownic szkoły chodzącej bez maseczki (przynajmniej 1 września), chociaż jestem w stanie ją zrozumieć ponieważ ciągle latała w te i z powrotem dezynfekując powierzchnie- troszkę rozumiem, że ściągnęła maseczkę. Sama odwalając taką robotę jak ona zastanawiałabym się na tym, aczkolwiek jeśli wie, że w szkole był w tym czasie potwierdzony przypadek (no chyba, że nie wiedziała co byłoby dziwne jeśli nawet rodzice się o tym dowiedzieli- nieoficjalnie. Oficjalnie dowiedzielibyśmy się chyba dopiero gdyby cała placówka miała potwierdzony test… o ile w ogóle byśmy się dowiedzieli) to wydaje mi się, że powinna jednak chodzić w tej maseczce. Druga sprawa dotycząca maseczek to fakt, że rodzicom na wejściu, czy wypisującym dokumenty na stoliku przy wejściu w obecności pracownika szkoły nikt nie zwrócił uwagi na temat źle założonej maseczki (pod nosem). Oprócz tego jednego rodzica z maseczką pod nosem, zdążyłam zauważyć tylko JEDNEGO pracownika także z maseczką pod nosem. Uważam, że ten wynik jest bardzo dobry biorąc pod uwagę ilość pracowników szkoły.

U syna w klasie nie ma żadnego problemu- dzieci mogą przebywać na lekcjach w maseczkach. Syn się nie skarżył, że Pani kazała ściągnąć. U córki sprawa wygląda podobnie, aczkolwiek nie tak dobrze jak u syna.

Tutaj muszę podkreślić, że moje dzieci podchodzą bardzo odpowiedzialnie do sytuacji. Od początku epidemii byli informowani o zagrożeniu jakie za sobą niesie koronawirus i mam czasem wrażenie, że łatwiej dziecku wytłumaczyć jak się nosi maseczki, jak dbać o swoje i innych bezpieczeństwo niż drugiemu dorosłemu. Co prawda nikomu nie życzę zachorowania i ciężkiego przebiegu, aczkolwiek z chęcią wysłałabym niektóre osoby do pracy w szpitalach przy ludziach chorych na Covid19.

Liczebność klas się nie zmieniła, obiady dzieci jedzą dopiero po lekcjach- najprawdopodobniej każda klasa osobno. W tym roku moje dzieciaki nie będą korzystać ze świetlicy. Oboje- Daniel i Magdalena wracają po zajęciach do domu. Początkowo były zapisane na obiady, ale zrezygnowaliśmy skoro obiady jedzą po lekcjach, a i tak muszą jeszcze na wejście do stołówki czekać to uważam za bezsensowne płacić za obiady w szkole skoro ja i tak gotuję w domu, a dzieci zjedzą ten obiad właściwie w tym samym czasie co zjadłyby w szkole z tym, że w domu w bezpieczniejszych warunkach.

Co dzieci mówią o szkole na nowych zasadach?

Magdalena:

„Nie fajne jest, że w klasie można ściągać maseczki, a na korytarzu trzeba mieć ubrane. Nie możemy się witać ze sobą podając sobie dłonie. Witamy się łokciami. Możemy wychodzić na przerwach na korytarz, ale ja wolę być w klasie. Nie wolno nam się dzielić jedzeniem ani przyborami szkolnymi. Z domu możemy przynosić tylko rzeczy łatwe do zdezynfekowania. Niezbyt podobają mi się nowe zasady, ale wiem że muszę je przestrzegać dla mamy i taty, rodzeństwa, siebie i innych ludzi.”

Daniel:

„Fajnie jest w klasie. Można się bawić klockami i gierkami, ale nudno jest na korytarzu i prawie w ogóle nie wychodzę. Musimy nosić maseczki na korytarzu, a w klasie możemy, ale nie musimy. Myjemy ręce. W szkole jest nudno.”

 

Reasumując szkoła na pewno stosuje się do wiekszości zaleceń odgórnych, dzieci to akceptują, a rodzice mają w dupie koronawirusa (patrząc na to co działo się pod szkołą 1 września).

Oczywiście przez pierwszy tydzień był niezły burdel dotyczący świetlicy, a raczej faktu, że była zamknięta. Sprawę ratowały wychowawczynie dzieci, które moim zdaniem dają z siebie wszystko i codziennie widziałam, że młody nie wyszedł ze szkoły ot tak, a wychowawczyni widziała moją zgodę. Wystarczy jej jeden podpis pod moją informacją i od razu wiem, że jest zainteresowana tym dzieckiem.

Właściwie wszystkie dokumenty w szkole i przedszkolu drukujemy w domu, wypisujemy i odsyłam scan. Za to ogromny plus- w końcu nie trzeba latać do szkoły z bzdetami i wszystko da się ogarnąć online.

 

Przedszkole

 

Z początku uznaliśmy, że nie będziemy pisać o przedszkolu, ale… ono samo w sobie zasługuje żeby tu się znaleźć i to nie dlatego, że jest źle a wręcz przeciwnie. Jest BARDZO DOBRZE. Fakt faktem nasz najmłodszy pochodził tylko tydzień po czym został w domu z katarem i kaszlem, ale w dalszym ciągu nasza 6latka uczęszcza i sobie chwali. Wychodzą na podwórko, uczą się i wydaje nam się, że nauczyciele w przedszkolu starają się dzieciom zapewnić w miarę (na ile to możliwy w czasach Covid-19) normalny pobyt w tym przedszkolu. My, rodzice nie możemy wchodzić do przedszkola. Panie woźne odbierają dzieci od nas rano, a popołudniu dzieci są sprowadzane do rodziców. Nie ma zebrań- wszelkie informacje są przekazywane mailowo. Nie ma żadnego problemu na lini nauczyciel-rodzic. Kontakt mailowy jest na bieżąco.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *