Tag: oszczędność

Grudzień 2020- 31 zł na dzień

Grudzień 2020- 31 zł na dzień

Kolejny miesiąc za nami więc przyszedł czas na podsumowanie. Jak wiadomo grudzień to jeden z cięższych miesięcy w roku ( w naszym osobistym zestawieniu zajmuje drugie miejsce, zaraz po wrześniu). Na ten miesiąc mieliśmy po opłaceniu rachunków po 31 zł na dzień.

Daje nam to: 

Na życie całość:            ~ 870 zł

Na życie tygodniowo:       217 zł  (67 zł więcej niż miesiąc wcześniej)

Na życie dziennie:             31 zł

Odłożone w miesiącu grudniu:    20 zł  

 

 

Czy było ciężko? Skłamałabym jeśli powiedziałabym, że nie, ale z pewnością było łatwiej niż w listopadzie. Pomimo dodatkowych wydatków mieliśmy 11 zł więcej na dzień niż poprzednio. 11 zł z każdego dnia w miesiącu daje nam 319 zł. Kwota 319 zł starczyła na ogarnięcie świąt. Prezenty były kupione wcześniej, część produktów spożywczych miałam w domu:

-suche kupione wcześniej

-wędzone oczywiście takie z prawdziwego wędzenia naszych rodziców

-margaryna, masło itp wyciągnięte z zamrażalnika także kupione wcześniej

 

Ważne. Święta trwają 3 dni- nie kupujmy, nie róbmy jedzenia jakby miał nastąpić koniec świata w ten sposób zaoszczędzimy sporo kasy.

 

Dużo mniej udało nam się odłożyć ponieważ kupiliśmy thermomix (na start zapłaciliśmy 890 zł właśnie z oszczędzonych pieniędzy, prezentów oraz z kwoty, którą według obliczeń mogliśmy odłożyć w grudniu). W związku z zakupem thermomixa od stycznia dochodzi nam rata 119 zł, której na szczęście w lutym już nie odczujemy ponieważ te 119 zł to będzie tylko 20% z tego co jeszcze w styczniu musimy zapłacić (w styczniu spłacamy do końca 2 inne zobowiązania, które miesięcznie pochłaniały około 600 zł).

Przyznając się musiałam od rodziców pożyczyć 50 zł (nie wzięliśmy pod uwagę, że Marcin tyle razy będzie musiał jechać w tym miesiącu do firmy przez co będzie trzeba dołożyć do paliwa).

Za kwotę 270 zł tygodniowo można już poszaleć 😂 Oczywiście zakupy robiliśmy przede wszystkim w Lidlu, gdzie z aplikacją mamy zniżki, a dodatkowo naliczają się także zniżki z kartą dużej rodziny co w skali miesiąca daje sporo oszczędności. Pieczywo kupujemy w Hercie (dobry chleb i bułki). Warzywa na rosół kupujemy w warzywniaku, a owoce, ziemniaki czy marchewki w Lidlu (jak dobrze pamiętam mamy tam właśnie na warzywa i owoce 10% rabatu z KDR).

Kapsułki do prania, domestos i tym podobne środki kupuję na allegro co miesiąc w jednym sklepie- mają świetne ceny.

Paliwo miało starczyć z naszego wyjazdu na początku grudnia do domu, niestety Marcin odwiedził firmę więcej razy niż było to brane pod uwagę. Jeden taki przejazd kosztuje go około 10 zł (plus minus), dodatkowo były też inne wyjazdy (do lekarza, czy do sklepu- w większości chodzimy na piechotę do sklepu, bo piekarnie i warzywniak mamy blisko, ale po większe zakupy do Lidla jeździmy samochodem). Tak więc na paliwo doszło 100 zł w tym miesiącu plus 50 zł, które pożyczyłam.

Dzieciaki w tym miesiącu miały pełen luz i właściwie jeśli któreś coś chciało, czy to puzzle czy książkę od razu było zamawiane… Tym sposobem paczkomat odwiedzaliśmy codziennie przez bite dwa tygodnie. Nie żałujemy tego bo dzieciaki korzystają z tego co zamówiły, bawią się, a puzzle układamy wszyscy razem.

Największa kwota w tym miesiącu została wydana jak poprzednio na owoce i warzywa- tygodniowo około 80 zł.

Kolejny wydatek to pieczywo- tygodniowo to 65 zł.

Środki czystości (pranie, zmywanie, sprzątanie, higiena)- tygodniowo jakieś 15 zł (część środków mam kupionych na promocjach)

Mięso- tygodniowo 50 zł (zamrażarkę mam jeszcze w połowie pełną)

Pozostała kwota została wydana na napoje, przekąski, twaróg (generalnie drobizna)

 

Miesiąc grudzień zamykamy z długiem w kwocie 50 zł.

 


 

W styczniu po opłaceniu wszystkich rat, zajęć dodatkowych, opłat za mieszkanie zostaje nam 39 zł na dzień.

 

Listopad 2020- 20 zł na dzień

Listopad 2020- 20 zł na dzień

Na początku muszę powiedzieć, że wcześniejsze miesiące były kończone ze stanem konta na minus 1000 zł i więcej- pożyczki od rodziny czy znajomych. W tę pożyczaną kwotę wchodziło „na życie” od około 25 dnia miesiąca do około 10 dnia kolejnego miesiąca, ale także inne opłaty. To tak jakbyśmy cały czas byli do tyłu z jakąś płatnością.

Listopad przyniósł nam jednak rozwiązanie którego nikt się nie spodziewał.

Dzięki temu za listopad jesteśmy na minusie „tylko” 380 zł które pożyczyłam od rodziny. Pomijając te 380 zł, które muszę oddać z funduszy na grudzień (chociaż 380 zł, a około 1500 zł to ogromna różnica) udało nam się zaoszczędzić kwotę 73,80 zł. Nie dużo, ale udało się. Jak? Każdego wieczora nie wykorzystaną kwotę, która była przeznaczona na ten dzień odkładałam. Czasem to było 2 zł, 0,30 gr, ale bywało i 7 zł. W połowie miesiąca miałam już odłożoną kwotę za którą mogłam wykupić swój lek ( 60 zł) w aptece. Czyli na dobrą sprawę ta odłożona kwota byłaby wyższa o 60 zł.

Dzięki kwocie którą udało mi się odłożyć mieliśmy pieniądze, które przeznaczyliśmy na paliwo w zeszły weekend kiedy musieliśmy pojechać do domu, bez dużego naginania budżetu w danym miesiącu (na paliwo musieliśmy dołożyć 150 zł  do tych prawie 80 zł, które udało się odłożyć).

Po opłaceniu mieszkania, rachunków, ubezpieczenia, rat, zajęć dodatkowych dzieci, oddaniu pożyczonych pieniędzy w październiku zostało nam na życie 600 zł z groszami. Od 16 listopada to było już 480 zł. Tygodniowo mieliśmy kwotę 150 zł.

 

Za 150 zł tygodniowo spokojnie, bez problemu da się przeżyć w 6 osobowej rodzinie. Od razu żeby sprawa była jasna. Około 50-60 zł w ciągu tego miesiąca poszło na przyjemności. Kto nigdy nie kupił czekolady, paluszków, coli czy czegokolwiek innego do domu, czy „bo dziecko” chciało- jest podejrzany 🙂 W kwocie 20 zł dziennie były kupowane owoce, chleb, warzywa, czasem masło, i inne bieżące potrzeby. Mięso w większości miałam zamrożone, ale na promocji na karkówkę, boczek, schab czy skrzydełka wydaliśmy około 70 zł (tylko tyle, bo mieliśmy jeszcze zapasy w zamrażarce). Większość z tych 20 zł szła na pieczywo i warzywa do obiadu oraz owoce.

 

Patrząc na listopad zastanawiam jakim cudem nigdy nie mogliśmy się zmieścić w kwocie jaką mieliśmy do dyspozycji. Odpowiedź jest prosta. Uzależniłam się od dodatkowych funduszy (które i tak musiałam oddać, ale jednak były w danym czasie) takie życie na kredyt, ale zamiast w banku to u znajomych, rodziny. Teraz już wiem, że było to kompletnie nie potrzebne. Oczywiście zawsze ciężko spłacić coś nie mając oszczędności i zaraz, w tym samym miesiącu znów nie pożyczyć. Szczęśliwie nam się udało i teraz wiem, że jeśli będę musiała pożyczyć od kogoś pieniądze to tylko w ostateczności.

 

Na grudzień odblokowało mi się 350 zł (spłacone do końca raty), które mogę przełożyć na zwiększenie innej płatności lub po prostu przyjemności.  Nie muszę oddawać nikomu ponad tysiąca złotych. Mogę skupić się na spłacie innych zobowiązań i tym sposobem w grudniu nasza kwota na dzień wzrasta. Nie jakoś dużo, ale zauważalnie.

Podsumowanie:

Na życie całość: 600zł

Na życie tygodniowo: 150 zł

Na życie dziennie: 20 zł

odłożone z kwoty 20 zł na dzień po miesiącu:    73,80 zł

 

Nie odczuliśmy żeby czegokolwiek nam brakowało. W międzyczasie kupiliśmy także klocki dla dzieciaków i inne drobiazgi.

 

Największa kwota została wydana na warzywa i owoce 150 zł, druga z kolei na pieczywo (chleby, bułki, pączki)- 110 zł (pieczenie bułek samemu wychodzi taniej 🙂 )

Listopad zaliczam do udanych miesięcy pod względem finansowym.

 

Nasze menu było różnorodne, niczego nam nie brakło. Mieliśmy także na drobne przyjemności oraz klocki dla dzieci. Nie kupowaliśmy najtańszego jedzenia, byle by przeżyć. Wolimy kupić po regularnej cenie, niż jeździć po sklepach w czasach pandemii tym bardziej, że da się żyć, jeść, sprzątać, odłożyć i mieć na drobne przyjemności dysponując kwotą 600-700 zł. Jedyne promocje jakie nas interesowały to te w Lidlu bo to właśnie tam robimy zakupy- bez zbędnego jeżdżenia po sklepach.

Nie trzeba sobie wszystkiego odmawiać, nie trzeba wybierać co kupić. Wystarczy umieć policzyć co się bardziej opłaca- jeżdżenie na promocje i dodatkowo tankowanie samochodu czy kupić kilka/kilkanaście groszy drożej, ale nie musieć tankować. Kupić za jednym zamachem w promocji więcej produktu czy jeździć co kilka dni po dany produkt raz w promocji, raz w przecenie, a innym razem w regularnej cenie.

 

Oczywiście z każdym miesiącem nasza kwota będzie się zwiększać (dopiero jakoś w czerwcu się ustabilizuje) i będziemy mieli większy luz w funduszach, ale już teraz po tym miesiącu śmiało mogę powiedzieć, że jak się chce to się da nie odczuwając tego.

W tym tygodniu wrzucimy post z naszym przykładowym menu tygodniowym.

Planujemy także zrobić listę zakupów świątecznych (święta spędzamy we Wrocławiu) wraz z kwotą jaką wydaliśmy i tu już wiem, że najdrożej bo 100 zł wyjdzie nas choinka.

 

 


W miesiącu grudniu po odłożeniu od razu 300 zł na święta, opłaceniu rachunków, zajęć dodatkowych, rat i oddaniu rodzicom zostaje nam już po 31  zł na dzień- czyli już o 11 zł więcej niż w listopadzie.

Jak poradziliśmy sobie w grudniu?

Ile udało nam się odłożyć?

Na co najwięcej wydawaliśmy?

Zakupowe kity część 2

Zakupowe kity część 2

W pierwszej części zakupowych kitów czyli Napijmy się- zakupowe kity część 1 pisaliśmy o:

  1. Pralko-suszarce.
  2. Sprzęcie komputerowym.
  3. Fotelikach samochodowych.
  4. Łóżku piętrowym.

Dziś napiszemy o 3 ostatnich rzeczach, które kupiliśmy i okazały się totalnym bublem lub były po prostu złe, niewymiarowe. Punkt drugi Was pewnie zadziwi, ale Klaudia tak już ma, że musi mieć wszystko idealnie dopasowane, wymiarowe.

  1. Zestaw do robienia paznokci (lampa, frezarka, lakiery i cała ta otoczka)

Pewnego dnia przyszła zima, deprecha, brak chęci na wyjście z domu (a tym bardziej do kosmetyczki- wszak trzeba z nią pogadać, a przynajmniej zamienić kilka słów), ogólne rozstrojenie nastroju i brak chęci na jakiekolwiek kontakty- problemem było wyjście chociażby do żabki 🤷‍♀️, no ale ładne paznokcie robi się dla siebie, nie dla innych- dlatego fajnie jak są zrobione nawet jeśli siedzi i zamula się w domu 🤦‍♀️😂 Jako małżeństwo, które ciągle na nowo scala przyjaźń wiemy co poprawia nam nastrój, czego potrzebujemy, co jest dla nas ważne. W tamtym momencie Marcin zrobił niespodziankę i kupił cały zestaw do robienia paznokci(znana firma, nie byle co, aczkolwiek nie profesjonalny sprzęt jak u kosmetyczki). Był to prezent idealny… do czasu gdy pomimo robienia wszystkiego krok po kroku, idealnie wg instrukcji lakier, całość stylizacji zaczęła odpadać po dwóch godzinach. Wpierw były ciągłe próby zrobienia na nowo. Podejść było kilka. Niestety wszystko kończyło się tak samo. Klaudia przeżyła taką samą sytuację po wyjściu od kosmetyczki kiedy lakier po jednym dniu po prostu zaczął się „odklejać”- pech, a może szczęście bo w końcu zrozumiała, że nie było jej winą, że lakier odpadał. Produkt danej firmy był po prostu o dupę rozbić, bo robiąc paznokcie u innej manicurzystki, na innych produktach(inna firma)- wszystko ładnie się trzymało przez bity miesiąc.  Lampa, frezarka, lakiery, maty, podkłady leżą w półce nie używane.

 

2. Niewymiarowe kieliszki do wódki.

Chyba każdy kiedyś w swoim życiu pił wódkę i wie, że z jednych kieliszków pije się lepiej, a z drugich gorzej. No cóż- my święci nie jesteśmy. Wychodzimy, spotykamy się ze znajomymi, obchodzimy urodziny, śluby i inne takie. Zdarza się, że na stół wjeżdża alkohol ( pamiętaj- jeśli macie pod opieką dzieci zawsze jedna osoba musi zostać kompletnie trzeźwa!!! Bezpieczeństwo dzieci jest najważniejsze! U nas jeśli Klaudia pije wino, to Marcin nawet piwa nie wypije danego wieczoru).  Wracając do kieliszków- był czas kiedy na stanie w domu nie mieliśmy ani jednej sztuki. W jakiejś promocji w końcu zakupiliśmy ten rodzaj szkła. Niestety- okazał się beznadziejny. Lejąc połowę kieliszka nie była to klasyczna ilość, lejąc pełny kieliszek- nie dało się chlupnąć na raz.  Z tego wszystkiego wyrzuciliśmy je. Pewnego razu znaleźliśmy w pudłach przeprowadzkowych jeden, jedyny idealny kieliszek…. Do dnia dzisiejszego mamy tylko ten jeden, jedyny, idealny kieliszek w domu.

 

  3.  Ciuchy

Wiecie jak to jest gdy coś się bardzo podoba, czujesz że po prostu musisz to mieć, ale nie ma twojego rozmiaru? Przecież jaki to problem? Kupię to i schudnę przecież. Będzie motywacja…. No właśnie- nie do końca. W naszej szafie jest wiele perełek, które sobie leżą i czekają na lepszy czas…. No dobra, bądźmy uczciwi ponad połowa szafy to takie ciuchy. Jakoś tak mamy, że podobają nam się ciuchy, których nie ma w naszym rozmiarze. W ten podpunkt możemy wrzucić jeszcze buty. Buty Klaudii. To jest kobieta, która nienawidzi chodzić na obcasach. Ma jedną parę kozaczków na wysokim obcasie które ubóstwia, chodzi w nich-co więcej prędzej zabiłaby się w adidasach niż w tych szpilkach. Jest jedno „ale”. W szafie ma kilka par innych w których nie chodzi, nigdy nawet nie założyła, ale przecież one są takie śliczne, idealne że muszą… zdobić szafkę.

 

 

Ten wpis jest wpisem kończącym na najbliższy rok cykl „Nasze zakupowe hity i kity”.

Jeśli macie swoje zakupowe hity bądź jeśli chcecie się pochwalić swoimi największymi zakupowymi wpadkami to zapraszamy do dyskusji w komentarzach 🙂

Wrzesień- gorzej być nie mogło, a jednak wyszło dobrze.

Wrzesień- gorzej być nie mogło, a jednak wyszło dobrze.

Wrzesień- chyba każda osoba posiadająca dziecko wie z czym równa się początek roku szkolnego.

🚸ubezpieczenie

🚸 składka roczna/ półroczna

🚸komitet      Tutaj ważne info- ta płatność nie jest już obowiązkowa w szkołach i przedszkolach!

🚸przybory szkolne

🚸zajęcia dodatkowe

🚸buty na zmianę

🚸itd

W naszym przypadku to wydatek razy cztery.

Szczęście w nieszczęściu, że szkolne zakupy w tym roku zaczęłam już w czerwcu (znalazłam świetne promocje na allegro) oraz że zawsze mogę liczyć na najbliższych (za co jesteśmy im ogromnie wdzięczni i mamy nadzieję, że kiedyś przyjdzie czas kiedy będziemy mogli się odwdzięczyć), ponieważ wyszła dość przykra sprawa w naszej sferze finansowej. Dużo niższy dochód. Dla niektórych kwota jaką musieliśmy odjąć od budżetu jest niczym, ale dla nas we wrześniu dana kwota zostaje nam na życie (żywność, leki, nieprzewidziane wydatki). Tym razem jej nie mieliśmy, aczkolwiek nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i piszemy to kiedy do końca miesiąca- do kolejnych środków na koncie zostały jeszcze całe dwa tygodnie! Początkowo sytuacja wydawała się patowa. Wszelkie obliczenia wskazywały, że w miesiącu wrzesień po opłaceniu wszystkiego oraz zapewnieniu dzieciom wszystkiego co potrzebują w nowym roku szkolnym zostaje nam, a raczej nie zostaje kwota na minusie- czyli na życie nic nie zostało, a było trzeba jeszcze wybrać co jest ważniejsze i pilniejsze do opłacenia. Sprawa była tak poważna, że nie potrafiliśmy się z Marcinem dogadać, wręcz zastanawialiśmy się nad rozstaniem ponieważ padło kilka słów za dużo, nie mogliśmy znieść swojej obecności i w ogóle maskara – jak uwielbiamy się kłócić (tutaj muszę zaznaczyć, że nie jestem osobą która myśli i mówi, ale wpierw mówię a dopiero później myślę. Jestem połączeniem wody i ognia. Oaza spokoju, a zarazem diabeł wcielony), a później godzić, jak nasze kłótnie normalnie są mega intensywne (mniej więcej tak jakby przechodziła burza w górach), tak tym razem to było jak burza lodowa, ogniowa, piaskowa i śnieżna razem wzięte. Oczywiście jak to u nas bywa kilka dni później jesteśmy już znów najszczęśliwsza parą pod słońcem i wiemy, że RAZEM poradzimy sobie ze wszystkim bo najważniejsze to mieć sojusznika, ale i przyjaciela w drugiej połówce.

Jak sobie poradziliśmy, że dziś jesteśmy spokojni, a nawet spokojniejsi niż miesiąc wcześniej, że zamrażarkę mamy pełną (dosłownie- NIC, absolutnie nic już w niej nie upchnę), składki w szkole i przedszkolu opłacone? Bardzo prosto. Jeśli masz lub kiedyś będziesz mieć problem podobny do naszego te punkty niżej są dla ciebie. Pomyśl czy nie dasz rady skorzystać z jednej z tych rad.

1. Najbliżsi- może będą w stanie pomóc? Nie wstydź się prosić- każdemu może się noga powinąć.

2. Ponowne przeliczenie wydatków.  U nas po kolejnym, spokojnym przeliczeniu wyszło, że pomyliłam się o 100zł w rachunkach więc jesteśmy 100zł do przodu.

3.Rozdzielenie opłat na:

*najważniejsze

*ważne

*mogą poczekać do kolejnego miesiąca. Pamiętaj, żeby zawsze przeliczyć czy nie obciążą zbyt mocno budżetu na kolejny miesiąc!

4. Jesteśmy na 100% pewni, że masz w domu coś czego nie używasz, a można to sprzedać i uzyskać dodatkowe środki. W ten sposób zyskaliśmy dodatkowe 600zł.

5. Korzystaj z promocji. Moja zamrażarka jest pełna ponieważ odkryłam, że w moim Lidlu co rano mięso jest -50%. Tym sposobem np. za filety z kurczaka płaciłam 8zł/kg

6. Nie załamuj się! Nie ma sytuacji bez wyjścia!

7. Nie marnuj! Ze suchego chleba można zrobić grzanki (które nasze dzieciaki jedzą jak chipsy 😂 ).

W naszym wspólnym życiu mieliśmy kilka poważnych upadków finansowych- z tego powodu zresztą zmieniliśmy miejsce zamieszkania. Dlaczego? Wiedząc ile zarabiają informatycy to ileż czasu można było znosić, że w naszych rejonach wtedy informatyk zarobił najniższą krajową? Pierwsza praca Marcina we Wrocławiu, na gorszym stanowisku od tego jakie pełnił u nas  równała się 3 tysiące więcej miesięcznie. Marcin mógł się w końcu rozwinąć, praca na miejscu więc i łatwiej było zgrać jego pracę z moją (wcześniej same dojazdy zajmowały prawie godzinę w jedną stronę). Po około 3 miesiącach od przeprowadzki nastąpił przełomowy moment. Marcina zatrudnili w dużej firmie. Od tego czasu systematycznie nasza sytuacja finansowa się poprawia, Marcin krąży po świecie, a przy okazji poznaliśmy super chłopaków co znaczy, że grono moich znajomych którzy mają związek z informatyką powiększyło się o kolejne kilka osób. Taki mój fart w życiu, że 3/4 moich znajomych to… informatycy   👨‍💻

Bywało różnie, bardzo różnie, ale zawsze mieliśmy siebie. Byliśmy wsparciem dla siebie. Bywały chwile gdy musieliśmy się pozbyć resztek wstydu i pójść do sklepu po chleb „na zeszyt”, wtedy najmłodszy potrzebował mleka modyfikowanego w dodatku nie zwykłego, ale specjalistycznego dla dzieci ulewających. Mała puszka kosztowała tyle co duża paczka zwykłego MM. Spore sumy szły także na paliwo ponieważ młody jako wcześniak (dodatkowo taki który na wadze słabo przybierał ponieważ co wypił to zwrócił) był pod opieką kilku poradni specjalistycznych.  Zawsze rozwiązujemy problemy razem. Kiedy próbujemy działać osobno zawsze coś się spier**** więc pamiętaj, że wsparcie jest ogromnie ważne. Jeśli nie masz tego wsparcia w bliskiej Ci osobie to zapraszam na grupę  LEPSZE ŻYCIE  na Facebooku, którą prowadzi  Aga z bloga Rodzina na Kredyt Aga napisała także 2 e-booki dotyczące finansów, długów i oszczędzania. Pierwszy to „Inwestycja w Lepsze Życie” a drugi „Pomimo wszystko” który trafi do sprzedaży 27.09.2020

 

 

 

Zakupowe hity część 2

Zakupowe hity część 2

1. Trzykrotka

Rośliny domowe, na parapet w mieszkaniu u mnie kompletnie nie zdają egzaminu. Wszystko usycha. Dosłownie po miesiącu, dwóch moje piękne roślinki stają się po prostu badylami lub w doniczkach zostaje… sama ziemia 🤦‍♀️ W całej mojej karierze w hodowaniu roślin tylko jedna żyła ponad 4 lata w dodatku udało mi się ją rozmnożyć.

Trzykrotka. Kupiona w Auchanie. Piękna kula zwisających łodyg z liśćmi zielono fioletowymi. Przeżyła warunki górskie (zostawiona niechcąco na dworze, a tu nagle jak to w górach bywa we wrześniu/październiku zrobiło się chłodniej i oczywiście ni stąd ni zowąd w nocy przymrozek). Przeżyła. Postawiona nad grzejnikiem- przeżyła. Przeprowadzka 300 km, nowe miejsce- przeżyła. Nie podlewana miesiąc? Przeżyła. Umarła śmiercią powolną po kolejnej przeprowadzce kiedy to zapomniałam, że ją postawiłam u dzieci w pokoju i tak sobie tam walczyła o życie przez… od lutego do sierpnia. W lipcu kiedy ją zauważyłam miała jeszcze jedną ostatnią żywą łodygę. Niestety próba odratowania jej nie wyszła, aczkolwiek to roślina która wytrzymała ze mną prawie tak długo jak mój osobisty mąż (musiała mieć dużą cierpliwość). Żaden kaktus czy inne rośliny tyle ze mną nie dały rady. Jeśli znów kiedyś zachce mi się zielonego w domu to tylko i wyłącznie trzykrotka.

 

    2. Koce z Tesco

Pewnej zimy, przed świętami pojechaliśmy do Tesco na zakupy- wyprawa jak mało która bo… bez dzieci i na duże zakupy (w tamtych czasach nie zdarzało się to często ponieważ ja bez prawka, Marcin pracujący jako technik/serwisant często w domu bywał bardzo późno, a mieszkaliśmy prawie tam gdzie diabeł mówi dobranoc, dodatkowo jaka to przyjemność zakupy z dziećmi?).  Wracając do meritum. Okazało się, że w Tesco są PROMOCJE przedświąteczne- no jak nie skorzystać? Tym sposobem wynalazłam koc, a właściwie koce. Przecenione z 60 zł na 20 zł. Duże, mięciutkie w kolorze brązowym, czerwonym i pomarańczowym (w późniejszym czasie były także białe, ale białe szybko się brudzi i w ogóle nie lubię tego koloru, to nie jest kolor który sprawdza się przy małych dzieciach). Wtedy za pierwszym razem kupiłam dwa koce. W późniejszym czasie dokupiłam jeszcze dwa, a kilka kupiłam jako prezenty. Koce mają już prawie 6 lat i do dziś nam służą. Dzieciaki często zamiast pod kołdrą śpią pod kocami. Wieczorami kiedy siedzimy z Marcinem korzystamy z tych koców. Kładziemy na krzesło przed komputerem bo są mięciutkie (tak- pisząc to moje cztery litery stykają się właśnie z tym mięciutkim pluszem). Najmłodszy od początku przy tych kocach teraz bez niech ciężko mu zasnąć. Koce te są dobre na każdą chwilę. Otulają w chłodne dni, usypiają dzieci.

 

3. Różowy polar i czapka

Jak pewnie wszyscy wiecie są takie ciuchy, które po prostu się uwielbia i nosi choćby nie pasowało do sytuacji. Tak właśnie było z moim polarem. Był idealny do siedzenia wieczorem, do założenia rano kiedy w domu pizgało bo w nocy w piecu zgasło, do ubrania go na siebie kiedy przy -20°C było trzeba pójść rozpalić/dołożyć do pieca. Kiedy było trzeba do sklepu jechać, ale po co kurtkę zakładać do samochodu. Kiedy umierało się przy zapaleniu płuc, ale do pieca trzeba było chodzić. Kupiłam go w chińskim markecie za 30 zł, służył mi nieprzerwanie przez 3 lata. Wyrzuciłam go z ciężkim sercem dopiero gdy zamek już nie działał, a rękawy nabrały kolorów takich, że choćbym codziennie prała to wyglądały jakby ciuch nigdy nie widział wody i proszku czyli przed przeprowadzką do Wrocławia. Myśląc o nim robi mi się ciepło na sercu- to ile ten polar widział, ile ze mną przeżył… Ach…

Czapka. Jedyna którą akceptuję (ta zdjęcia wyżej) kupiona za grosze kilka lat temu, służąca mi z powodzeniem zimą w górach, zimą w Warszawie, zimą nad morzem, a także zimą we Wrocławiu. W zeszłym roku Magdalena sobie ją przywłaszczyła, a ja zostałam bez czapki- dosłownie. Innej nie założę i koniec.

 

Jak zaoszczędzić

Jak zaoszczędzić

Kilka dni temu wrzuciłam na Instagram zdjęcie dżemu własnej roboty z informacją, że to dobry sposób na oszczędności. Tego samego dnia zrobiłam także leczo do słoików. Większość produktów miałam swojskich, z ogródka mojej babci.
Jesteśmy rodziną 2 dorosłych i 4dzieci. Oczywistym jest, że chociażby na żywność wydajemy więcej niż osoba samotna czy rodzina z 1 czy 2 dzieci.
W tym poście chciałabym się z Wami podzielić kilkoma sposobami na oszczędności.

Przetwory

Moje dzieci w roku szkolnym na drugie śniadanie akceptują tylko bułkę z dżemem. Średnio jeden słoik schodzi w ciągu 2 dni. Koszt jednego dżemu w sklepie to około 5 zł. Tygodniowo za sam dżem musiałam zapłacić średnio 15 zł, miesięcznie daje to nam już kwotę 60 zł. Niby mało, aczkolwiek w dłuższej perspektywie- dajmy na to 9 miesięcy (rok szkolny) to już 540 zł, które można przeznaczyć na coś innego. Dżem własnej roboty (w moim przypadku, kiedy mam owoce z ogródka babci) to tylko koszt cukru.
Leczo. Swoje leczo zrobiłam z cukinii(od babci), pomidorów (od babci) dokupiłam w promocji paprykę i cebulę. Dodałam przyprawy. Kilka słoików dałam znajomemu, a kilka zostawiłam dla nas. Mam słoików na kilka obiadów.

Ogórki kiszone– tego akurat nie robię bo nie ma to jak te z piwnicy moich rodziców.

Soki do wody– moje dzieciaki potrafią pić czystą wodę, aczkolwiek najczęściej wybierają wodę z sokiem malinowym. Sok malinowy z Herbapolu to cena między 4-6 zł. Dzieciaki dużo piją więc sok szybko schodzi. W naszym przypadku lepiej zrobić własny sok do butelek (wychodzi taniej i zdrowiej- wiem dokładnie co się w nim znajduje, a zawartość cukru mogę dopasować sama). Owoce mam z ogródka babci. Fakt- od kiedy mieszkamy we Wrocławiu to rodzice robią soki- musiałabym jechać 300 km żeby zebrać owoce i zrobić sok.

Zamrażarka, a co za tym idzie zakupy.
U nas zamrażarka jest pełna właściwie cały czas. Jeśli widzę, że coś jest w naprawdę fajnej cenie to kupuje od razu podwójnie lub potrójnie. Najczęściej robię tak z mięsem. Jeśli widzę fajną promocje na schab lub skrzydełka to biorę od razu więcej i wkładam do zamrażarki. Ma to jeszcze jeden plus- tym bardziej w czasach korony, nie jeżdżę na zakupy codziennie.
Postępuje tak z mięsem oraz warzywami. Czasem w zamrażarce nie ma miejsca żeby zrobić lód (który jest wybawieniem w aktualnie towarzyszące nam upały- prognozę i inne ciekawe dane dotyczące pogody można znaleźć tutaj).
Kiedy robię gulasz zawsze wychodzi mi więcej. Robię to specjalnie- po co gotować trzy razy jedno i to samo skoro mogę połowę zamrozić, a drugą połowę ugotować od razu na dwa obiady- na drugi dzień gulasz zagęszczam robię do tego placki ziemniaczane i znów obiad gotowy.

Ubrania.
Kiedyś kupowałam ubrania w ciucholandach, ale od pewnego czasu tego nie robię. Nie lubię, nigdy nic nie potrafię wybrać, a zapach który czuć w takich sklepach skutecznie mnie zniechęca. W tym miesiącu okupiłam dzieciaki na wyprzedaży w Lidlu (np. koszulki za 3,99zl) oraz Reserved. Ogólnie uwielbiam zakupy on-line na wyprzedażach. Najczęściej kupuje w Lidlu, Reserved oraz H&M aczkolwiek tylko on-line bo stacjonarnie nienawidzę chodzić po sklepach. Dzieciaki z racji że jest ich czwórka część ubrań mają po sobie.

Buty.

Na butach właściwie nie oszczędzam. Owszem- jak są fajne promocje w Deichmann to korzystam, ale staram się nie dawać dzieciom używanych butów. Każdy z nich ma inną stopę, każdy człowiek inaczej stawia stopę więc but jest „wyrobiony” po chodzeniu danej osoby, a po za tym uważam, że jest to niehigieniczne nawet wśród rodzeństwa.

Słodycze.

Staramy się nie kupować dzieciom słodyczy. Najczęściej słodycze dostają od babci i dziadka lub w czasie świąt w prezentach. Oczywiście nie mam jakiejś alergii na słodycze i jeśli chcą coś słodkiego to jak najbardziej dostają, aczkolwiek nie zdarza się to tak często żebym mogła to nazwać problemem. Na słodycze wydajemy minimalne kwoty. Częściej zrobimy ciasto z owoców niż pójdziemy do sklepu żeby kupić batonika.

Zabawki.

Zabawki kupujemy od wielkiego dzwonu. Dzieciaki od początku dostają w prezentach książeczki, gry edukacyjne, zabawki więc nie widzimy potrzeby żeby dodatkowo kupować.

Chemia gospodarcza.

Kapsułki do prania, tabletki do zmywarki, domestos, mydła wszystko to kupujemy przez allegro szukając promocji. Proszek do prania u nas się nie sprawdza, a przy wielodzietnej rodziny często muszę zrobić dwa prania dziennie więc schodzi mi około 60 kapsułek co miesiąc. Takie zakupy robię raz na miesiąc.

Paliwo.

Na paliwo wydajemy sporo. Aktualnie ma to związek z pandemią. Staramy się nie korzystać z komunikacji zbiorowej więc Marcin jeździ do pracy samochodem. Tygodniowo na paliwo idzie około 50 zł.

 

Ten wpis jest pierwszym z cyklu oszczędnościowego. Niedługo pojawi się post o naszych zakupowych wpadkach, a także podsumowanie naszych miesięcznych wydatków.

Przepisy z wymienionych potraw i przetworów zamieścimy w najbliższym czasie na stronie.

 

 

 

Domowy chleb na zakwasie

Domowy chleb na zakwasie

Jeśli mam do wyboru wyrób chlebopodobny ze znanych sieciówek w cenie 3 zł lub PRAWDZIWY chleb bez żadnych ulepszaczy za 13 zł wybieram ten za 13 zł. Niestety ostatnio jak pewnie u sporej liczby osób nastały gorsze czasy więc chleb za 13 zł (biorąc pod uwagę, że jesteśmy rodziną 6 osobową przez co jeden bochenek starcza na jeden dzień) stał się opcją mało ekonomiczną. Jeśli mielibyśmy kupować prawdziwy chleb wydalibyśmy plus minus 400 zł w jeden miesiąc na sam chleb- pieczywo, a przecież to nie jedyny wydatek chlebowy/około chlebowy, w końcu chleba nie kupuje się po to by jeść suche kromki.

Po przemyśleniu sprawy, rozważeniu za i przeciw postanowiłam zacząć piec swój chleb. Na początku piekłam z drożdżami bez zakwasu (bardzo długo nie mogliśmy nigdzie dostać mąki żytniej na zakwas). Był jadalny, ale to nie było to. W końcu udało nam się kupić mąkę żytnią i zaczęłam hodować swój zakwas. Przepisów w internecie jest mnóstwo ja osobiście wsypałam garść (około 100-150g) mąki i dolałam tyle wody że po mieszaniu konsystencja była w miarę jednolita, dość gęsta. Później było już prosto. 12h później mieszałam zakwas i odstawiłam po to by po 12 godzinach dosypać do niego garść mąki, dolać wody i wymieszać by konsystencja była jednolita, gęsta. Zakwas cały czas był przykryty ściereczką. Dokarmiałam go od poniedziałku by już w sobotę upiec mój domowy chleb na zakwasie.

 

Pierwszy mój  chleb na zakwasie wyszedł z dobrą chrupiącą skórką:

 

 

Drugi był zrobiony na podwójnej ilości składników, ale po za wielkością niczym innym się nie różnił. Był tak samo smaczny jak pierwszy, a skórka była chrupiąca.

 

Mój przepis na chleb:

12 łyżek zakwasu (60g zakwasu to 3 łyżki)

500 g mąki pszennej chlebowej lub zwykłej najlepiej powyżej 550 typ (ja mieszam z żytnią 400 g pszennej i 100g żytniej)

330 ml wody

1-1,5 łyżeczki soli i cukru (kiedy zapomniałam o tych składnikach- nie poczuliśmy różnicy)

Mąkę mieszam z solą po czym wlewam wymieszany z letnią wodą i cukrem zakwas. Wszystko dokładnie mieszam- ciasto jest mokre, lejące i gładkie. Zostawiam na kilka godzin (od 1h do 4-5h) aczkolwiek co jakiś czas je ruszam/mieszam/składam. Po tym czasie formuje z ciasta kule (lub wlewam do foremki wyłożonej papierem) i zostawiam do wyrośnięcia.  Przed włożeniem do piekarnika nacinam ciasto, górę smaruję leciutko tłuszczem i wkładam na 45-55 minut do piekarnika nagrzanego do 225 °C

Jest to zbiór kilku różnych przepisów które modyfikowałam, aż skończyłam na tym jednym. Obecnie korzystamy tylko z tego przepisu, a chleb pieczemy 4 razy w tygodniu.

Marcin także piekł chleb, korzystał z jakiegoś przepisu w internecie. Chleb był podobny, aczkolwiek samo przygotowanie go trwało około doby (od wymieszania ciasta po pierwszą kromkę z masłem).