Zakupowe hity część 2

Zakupowe hity część 2

1. Trzykrotka

Rośliny domowe, na parapet w mieszkaniu u mnie kompletnie nie zdają egzaminu. Wszystko usycha. Dosłownie po miesiącu, dwóch moje piękne roślinki stają się po prostu badylami lub w doniczkach zostaje… sama ziemia 🤦‍♀️ W całej mojej karierze w hodowaniu roślin tylko jedna żyła ponad 4 lata w dodatku udało mi się ją rozmnożyć.

Trzykrotka. Kupiona w Auchanie. Piękna kula zwisających łodyg z liśćmi zielono fioletowymi. Przeżyła warunki górskie (zostawiona niechcąco na dworze, a tu nagle jak to w górach bywa we wrześniu/październiku zrobiło się chłodniej i oczywiście ni stąd ni zowąd w nocy przymrozek). Przeżyła. Postawiona nad grzejnikiem- przeżyła. Przeprowadzka 300 km, nowe miejsce- przeżyła. Nie podlewana miesiąc? Przeżyła. Umarła śmiercią powolną po kolejnej przeprowadzce kiedy to zapomniałam, że ją postawiłam u dzieci w pokoju i tak sobie tam walczyła o życie przez… od lutego do sierpnia. W lipcu kiedy ją zauważyłam miała jeszcze jedną ostatnią żywą łodygę. Niestety próba odratowania jej nie wyszła, aczkolwiek to roślina która wytrzymała ze mną prawie tak długo jak mój osobisty mąż (musiała mieć dużą cierpliwość). Żaden kaktus czy inne rośliny tyle ze mną nie dały rady. Jeśli znów kiedyś zachce mi się zielonego w domu to tylko i wyłącznie trzykrotka.

 

    2. Koce z Tesco

Pewnej zimy, przed świętami pojechaliśmy do Tesco na zakupy- wyprawa jak mało która bo… bez dzieci i na duże zakupy (w tamtych czasach nie zdarzało się to często ponieważ ja bez prawka, Marcin pracujący jako technik/serwisant często w domu bywał bardzo późno, a mieszkaliśmy prawie tam gdzie diabeł mówi dobranoc, dodatkowo jaka to przyjemność zakupy z dziećmi?).  Wracając do meritum. Okazało się, że w Tesco są PROMOCJE przedświąteczne- no jak nie skorzystać? Tym sposobem wynalazłam koc, a właściwie koce. Przecenione z 60 zł na 20 zł. Duże, mięciutkie w kolorze brązowym, czerwonym i pomarańczowym (w późniejszym czasie były także białe, ale białe szybko się brudzi i w ogóle nie lubię tego koloru, to nie jest kolor który sprawdza się przy małych dzieciach). Wtedy za pierwszym razem kupiłam dwa koce. W późniejszym czasie dokupiłam jeszcze dwa, a kilka kupiłam jako prezenty. Koce mają już prawie 6 lat i do dziś nam służą. Dzieciaki często zamiast pod kołdrą śpią pod kocami. Wieczorami kiedy siedzimy z Marcinem korzystamy z tych koców. Kładziemy na krzesło przed komputerem bo są mięciutkie (tak- pisząc to moje cztery litery stykają się właśnie z tym mięciutkim pluszem). Najmłodszy od początku przy tych kocach teraz bez niech ciężko mu zasnąć. Koce te są dobre na każdą chwilę. Otulają w chłodne dni, usypiają dzieci.

 

3. Różowy polar i czapka

Jak pewnie wszyscy wiecie są takie ciuchy, które po prostu się uwielbia i nosi choćby nie pasowało do sytuacji. Tak właśnie było z moim polarem. Był idealny do siedzenia wieczorem, do założenia rano kiedy w domu pizgało bo w nocy w piecu zgasło, do ubrania go na siebie kiedy przy -20°C było trzeba pójść rozpalić/dołożyć do pieca. Kiedy było trzeba do sklepu jechać, ale po co kurtkę zakładać do samochodu. Kiedy umierało się przy zapaleniu płuc, ale do pieca trzeba było chodzić. Kupiłam go w chińskim markecie za 30 zł, służył mi nieprzerwanie przez 3 lata. Wyrzuciłam go z ciężkim sercem dopiero gdy zamek już nie działał, a rękawy nabrały kolorów takich, że choćbym codziennie prała to wyglądały jakby ciuch nigdy nie widział wody i proszku czyli przed przeprowadzką do Wrocławia. Myśląc o nim robi mi się ciepło na sercu- to ile ten polar widział, ile ze mną przeżył… Ach…

Czapka. Jedyna którą akceptuję (ta zdjęcia wyżej) kupiona za grosze kilka lat temu, służąca mi z powodzeniem zimą w górach, zimą w Warszawie, zimą nad morzem, a także zimą we Wrocławiu. W zeszłym roku Magdalena sobie ją przywłaszczyła, a ja zostałam bez czapki- dosłownie. Innej nie założę i koniec.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *